Zakupy w Rybniku, Polska? Miasto z czeską historią może Cię zaskoczyć

Jeśli nazwa śląskiego miasta brzmi trochę po czesku, to jesteś na dobrej drodze. Były czasy, kiedy miasto należało do ziem Korony Czeskiej i istniały stawy, jak w Třebo. Niebieska ryba weszła nawet do godła miasta. W 1742 r. Rybnik znalazł się pod panowaniem pruskim, a po I wojnie światowej, mimo że 71% ludności było temu przeciw, został dla odmiany przyłączony do Polski.

Staw to mała perełka wśród śląskich miasteczek, uchodzi za najbardziej zielone polskie miasto i choć jest daleko nie tylko geograficznie od Czeskiego Krumlova czy Oksfordu, nie można odmówić mu pewnego uroku i zdecydowanie warto go objechać.

Oprócz kilku malowniczych zakątków i bazyliki św. Antoniego Padewskiego, która ze swoimi 95-metrowymi wieżami jest najwyższym kościołem na Górnym Śląsku, Rybnik jest także centrum handlowym regionu dzięki odważnej decyzji przedstawicieli. . W sercu miasta wyrosły nie jedno, ale dwie duże galerie handlowe: Rybnik Plaza i Focus Park.

Focus Park. Fot. Prorok Marek

Dzięki temu Rybnik stał się jednym z nielicznych miast, gdzie bez problemu można zaparkować w ścisłym centrum, przespacerować się okolicznymi uliczkami i sklepami, a następnie udać się na obiad do jednej z lokalnych restauracji, np. SPHINX na rynku głównym . Te fakty sprawiają, że Rybnik jest idealnym miejscem na zakupy i wycieczki gastronomiczne, a nie na sport czy zwiedzanie.

Oba centra stawowe, a także Pizza Hut na rynku głównym, zostały zbudowane i otwarte na długo przed Nova Karolina w Ostrawie. Pamiętam, że jeździłem tam przed 2009 rokiem, kiedy rozmawiałem z ówczesnym burmistrzem Rybnika Adamem Fudalim (urząd od 1998 do 2014).

Według niego, decyzja o budowie nie obyła się bez szerokiej dyskusji społecznej i poważnych obaw – zwłaszcza dotyczących natężenia ruchu w centrum miasta. Ale gdyby nie podjęli tej decyzji, w centrum Rybnika nadal mógłby dominować zdewastowany stary browar, a na skrzyżowaniu ulic Raciborskiej i Dworek powstałby dziurawy parking.

Plac Rybnicki. Fot. Prorok Marek

Jednak parkujemy wygodnie na dachu Rybnik Plaza i od razu robimy aktualne zdjęcia w pięknym wieczornym oświetleniu. Ostatnim razem, jeszcze przed pandemią, zatrzymali mnie aktywni strażnicy budynku, bo budynki za drogą są cholernie blisko, a prywatność człowieka musi być uszanowana.

W związku z tym, że naciągnięte więzadła od syna do kostki jeszcze w pełni nie zregenerowały się po nieudanym skoku na trampolinie, punktem kulminacyjnym dzisiejszego spektaklu turystycznego będzie pokonanie odległości między dwoma centrami handlowymi, z krótkim postojem w kwadrat.

Podstawą każdego dobrego centrum handlowego jest sklep spożywczy. Podczas gdy kobieta przegląda marki modowe, mężczyzna omawia ofertę zagranicznych win czy makaronów, a dziecko zastanawia się, na jaką zabawkę wyda swoje niespodziewane 20 zł kieszonkowe. W Rybnik Plaza zakupy zrobisz w Stokrotce lub Sedmikrásce, ale przez chwilę nie będziesz mógł znaleźć jedzenia w Focus Parku.

Przez wiele lat kierowałem się właśnie tam do słynnego łańcucha przysmaków Almy. Jednak w 2016 roku Alma opuściła Rybnik z powodu problemów finansowych. Nie było to do końca tanie, raczej luksusowe, a Polacy, może nawet bardziej niż my, wciąż słyszą słowo „tanie”. Dziś w Focus Park znajduje się sklep z elektroniką.

Kreatywna kawiarnia. Fot. Prorok Marek

Dla odmiany wybrałam się do Rybnik Plaza na znakomitą Costa Coffee, choć w Ostrawie można było o tym tylko pomarzyć. Dziś ta kawiarnia już nie istnieje w Rybniku, natomiast w regionie morawsko-śląskim Costa Coffee można odebrać na stacji benzynowej. Z drugiej strony tutaj na każdym rogu spotkacie oryginalnego warszawskiego Grycana, który również dla nas wyrósł, a kawa w nim jest naprawdę dobra.

Po ostatniej wizycie w Raciborzu nauczyłem się lekcji i zaoszczędziłem co najmniej połowę baku na tanią polską benzynę (litr za 5,36 zł). W drodze do domu skupiliśmy się na szybkim porównaniu zakupów z LIDLem. Mimo porównań, nadal kupuję tylko rzeczy, których obecnie potrzebujemy, i nie gromadzę zapasów wojennych.

Oferta LIDL wydaje mi się bogatsza w Polsce, z prawie równą powierzchnią sprzedaży. Może to tylko różnica w asortymencie – pod marką Italiamo znajduję świeże (nie suszone) plastry do lasagne (250g, 4,75 zł). Płacę 8,56 za dwie organiczne czerwone papryki, Costa Coffee jest co najmniej mieloną w workach i z niezłą zniżką 11,19.

Będę zachwycony małymi ogórkami, których LIDL przestał sprzedawać w naszym kraju, przynajmniej w naszym sklepie. Biorę normalną i ostrą paprykę po 4,46 zł. Drugi obiad – schłodzone paszteciki z mięsem 400g, 5,22 zł, kilogram mandarynek – 6,65, ekologiczny wąż ogórkowy – 5,70.

Na koniec dodaję Tofelka/Tofíka do koszyka, aby obliczyć potencjalne oszczędności i wewnętrznie uzasadnić, dlaczego nie lubię jeździć do Polski po zniżki. Choć kosztuje 4,90 CZK i rabat 3,90 CZK, w Polsce dostałem go za 3,70 CZK.

Fot. Prorok Marek

Więc zaoszczędzę 20 sous na każdym Tofíku, jeśli będzie z nami w akcji, i 20 koron, jeśli nie będzie w akcji. Gdybym kupił tysiąc, zarobiłbym więcej niż tysiąc koron! A gdybym kupił milion! Byłbym milionerem tofu!

Pył 1 zł = 5,36 CZK.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.