Polityk: syryjscy migranci w polskich lasach mówią o brutalności sił Łukaszenki

Aktualizacje: 09.12.2021 12:46
Opublikowany:

Szudziałowo (Polska) – Ali, 32-letni nauczyciel syryjski, ma tylko jedno życzenie: nie odsyłać go z powrotem na Białoruś. Teraz stoi w ciemności w polskim lesie pokrytym śniegiem, który padał przez cały wieczór, pisze serwis informacyjny Politico.

Szacuje, że przebywał w lesie trzy tygodnie, kilkakrotnie przekraczał granicę Polski i pięć razy został złapany przez pograniczników, którzy odsyłali go z powrotem na Białoruś. Ale po raz szósty był szczęśliwszy.

Wraz ze swoimi dwoma wspólnikami, 42-letnim byłym sędzią Hasanem i 25-letnim pracownikiem HR, spotkał się z aktywistami, którzy przedstawili ich eurodeputowanym. Odwiedzili teren przygraniczny tydzień temu z grupą dziennikarzy. Ich celem było nakłonienie polskich strażników granicznych do rozpatrywania wniosków azylowych zamiast odsyłania migrantów z powrotem na Białoruś, z naruszeniem prawa międzynarodowego.

Ali należy do tysięcy osób, które zostały uwiedzione wyzwaniami białoruskiego przywódcy Aleksandra Łukaszenki, podróżowały z Bliskiego Wschodu do Mińska i próbowały przekroczyć granicę z Unią Europejską.

Mówi, że w Syrii ludzie rozmawiają o nowych możliwościach przystąpienia do UE. Podróż kosztuje około 2500 USD (około 56 000 CZK). Ale to, o czym Syryjczycy już nie mówią, to to, że migranci mogą utknąć w zamarzniętych bagnach i lasach obszaru przygranicznego na całe tygodnie, a co najmniej 13 osób zginęło próbując przekroczyć granicę.

„Nie spodziewaliśmy się, że zostaną wysłani przez granice i utkną tutaj bez jedzenia, wody, złych warunków i spania w deszczu. W niektóre noce zamarzaliśmy”. Wyjaśnić Ten.

Według niego po stronie białoruskiej wojsko przetrzymywało migrantów w prowizorycznych obozach. Od czasu do czasu łapali ich w nocy i pchali w kierunku Polski. „Próbuje przebić się przez płot i zmusić ludzi do ucieczki” – powiedział Ali. Mówi, że żołnierze dają też migrantom kamienie do rzucania w płot i polską straż graniczną.

Ali, Hasan i Mido opowiadają o swoich doświadczeniach z goryczą. Żołnierze białoruscy rzekomo ich okradli, pobili i pozwolili pić brudną wodę, przez co chorowali. Jednocześnie władze Białorusi twierdzą, że wysyłają pomoc humanitarną do migrantów na granicach.

„Czasami ludzie bili ludzi. Czasami dawali im pigułki i używali psów do ścigania migrantów przez las” – kontynuuje Ali. Według niego białoruscy pogranicznicy zmusili ich do rozebrania się, następnie przeszukali ich ubrania w poszukiwaniu rzeczy, które można by ukraść, a na koniec podpalili ubrania. Kiedy historia Ali sięga tak daleko, Mido nie powstrzymuje się i płacze.

Kiedy trzem Syryjczykom udało się przekroczyć ogrodzenie z drutu kolczastego zbudowane na granicy po tym, jak Łukaszenko zaczął wysyłać migrantów do UE, przeżyli dzięki temu, co znaleźli w lesie lub otrzymali aktywiści. Dali im też nowe ubrania i śpiwory. W początkowych próbach nie udało im się przekroczyć zamkniętej strefy przygranicznej, trzykilometrowego pasa ziemi między granicą białoruską i polską, do którego walczą aktywiści i dziennikarze, zanim zostaną zatrzymani przez polskie władze i odesłani z powrotem na Białoruś. . Jednak tydzień temu w pobliżu tego obszaru odbyło się spotkanie z aktywistami.

Łukaszenko sprowokował kryzys migracyjny, aby pomścić sankcje nałożone na jego reżim przez UE po sfałszowaniu wyborów w zeszłym roku. Unia określa swoje podejście jako wojnę hybrydową.

Polski rząd spotkał się z krytyką organizacji praw człowieka za traktowanie migrantów i odmowę rozpatrywania wniosków o azyl. Ale Warszawa mówi, że po prostu stara się utrzymać granice. W zeszłym tygodniu UE pozwoliła sąsiadom Białorusi na zaostrzenie procedur azylowych.

Kryzys łagodzi, ponieważ UE naciska na linie lotnicze, by przestały przewozić ludzi z Bliskiego Wschodu na Białoruś. Migranci wracają teraz do Iraku i Syrii. W październiku zgodnie z polską granicą gwardia odnotował 17500 prób wyprzedzania, w listopadzie 8900.

Jednak wiele osób nadal przebywa w ciemnych lasach przy granicy.

Kiedy po rozmowie z dziennikarzami Ali, Hasanem i Midą zostali zatrzymani przez straż graniczną i zabrani do otwartej ciężarówki wojskowej, mężczyźni upierali się, że chcą ubiegać się o azyl w Polsce. Następnego dnia opiekun na Twitterze powiedziałaże mężczyźni faktycznie złożyli wniosek o azyl.

Zanim trio wyruszyło, dziennikarze zapytali Alego, czy poleciłby komukolwiek inną podróż z Syrii do Polski. „Możesz umrzeć tam albo możesz umrzeć tutaj” – odpowiedział. „Nie jesteśmy tutaj, aby ranić lub sprawiać kłopoty, chcemy po prostu dostać się w bezpieczne miejsce”.

Polska Białoruś Syria migracja praw człowieka

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.