Kopalnia Turów: Czechy i Polska wciąż negocjują nową operację wydobywczą

Miała to być szybka rozmowa. Na koniec przez prawie pięć godzin przemawiały dwie ministrowie środowiska, czeska Anna Hubáčková (z KDU-ČSL) i polska Anna Moskwová. Dwaj urzędnicy państwowi spotkali się po raz pierwszy. Spotkali się teraz ze względu na trwający spór o dalsze wydobycie węgla brunatnego w polskiej kopalni granicznej w Turowie.

Warszawa (od Specjalnego Sprawozdawcy) – To, co politycy zrobili do tej pory, jest na wyraźną prośbę Polska tajne, Hubáčková powiedziała czeskim dziennikarzom. Nie ma śladu po długim spotkaniu czworga oczu. „Wyjaśniliśmy stanowiska obu stron. Niektóre sprawy są nadal otwarte” – powiedział we wtorek wieczorem wyraźnie wyczerpany minister.

szef krajowy Minister Środowiska poleciał do Warszawy, aby przedyskutować treść umowy, która określi warunki kontynuowania wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów na granicy czesko-polskiej. Mieszkańcy gmin Kraj Liberecki, którzy są najbliżej kopalni, od lat argumentowali, że wydobycie głębinowe usuwa cenne wody gruntowe. Fakt, że woda faktycznie znika z granicy, wielokrotnie potwierdzały analizy Czeskiej Służby Geologicznej.

Dla Polski kopalnia i pobliska elektrownia są jednak ważnym źródłem energii elektrycznej i ciepła.

Poglądy obu krajów na cały spór od dawna pozostają niejasne. Nie inaczej było we wtorek w budynku ministerstwa w Warszawie.

Moskwová powiedziała na konferencji prasowej, że treść umowy jest już praktycznie uzgodniona, tylko strona czeska powinna ją zachować w Pradze „zezwolić”, prawdopodobnie premier Petr Fiala (ODS). Ale czeski minister zaprzeczył. „Z pewnością nie jest to jasne również po stronie polskiej” – powiedziała Hubáčková. „Nie ustąpimy” – powiedziała przed przyjazdem do Warszawy czeskiej taktyki. Po spotkaniu przyznała, że ​​było to bardzo wymagające.

Tylko premier może rozstrzygnąć spór

Według czeskiej minister Moskwová przyszła do negocjacji z nowymi propozycjami. Polskie media podały w zeszłym tygodniu, że Warszawa chce zapłacić Czechom tylko połowę pieniędzy na zrekompensowanie wpływu górnictwa na środowisko. Za tę kwotę gminy wokół Turowa chcą zapewnić sobie dostęp do wody pitnej.

Hubáčková odmówiła potwierdzenia informacji, że Warszawa oferuje obecnie tylko 25 mln euro (600 mln koron) zamiast 50 mln euro (ponad miliard koron).

Co oznacza umowa z Turowa?

  • Kopalnia nie powinna zbliżać się do granicy czeskiej, chyba że strona polska a) wykona barierę przed wodami gruntowymi i wykaże swoją funkcjonalność, b) nie dokończy budowy ściany ochronnej przed pyłem i hałasem, c) nie prowadzi monitoringu oddziaływań wydobycia na terytorium Polski, d) nie zakłada odwiertów wodnych.
  • Polska powinna umożliwić czeskim urzędnikom przeprowadzanie inspekcji do czterech razy w roku oraz umożliwić czeskim hydrologom i geologom dostęp do studni monitoringowych.
  • Zawierając umowę, Czechy zobowiązałyby się wycofać toczące się przeciwko Polsce powództwo przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej i nie wszczynać dalszych działań w tej sprawie do czasu wejścia w życie umowy.

Źródło: tekst projektu umowy z 30 września 2021 r.

Ona sama pojechała do Warszawy z propozycją złożoną pod koniec września, czyli w okresie urzędowania gabinetu premiera Andreja Babiša i ministra środowiska Richarda Brabeca (obaj TAK). I zapowiedziała z góry, że jeśli polscy negocjatorzy wystąpią z nowymi żądaniami, to zawsze będzie Turów na szczeblu premierów – Petra Fiala i jego polskiego odpowiednika Mateusza Morawieckiego.

„Żeby pozostało na poziomie mnie i ministra Moskwa? Jasne jest, że tak nie jest” – potwierdziła Hubáčková nawet po negocjacjach.

Poleciała do Warszawy z zespołem, który w zeszłym roku przygotował projekt umowy i pracował nad nim z Brabec. Według dziennika Aktuálně.cz stronie polskiej to się bardzo nie podobało, dlatego ostatecznie negocjacje odbyły się tylko na cztery oczy – bez doradców.

Turów zostanie ponownie rozpatrzony w środę: po spotkaniu czeskiego rządu powinni zadzwonić ministrowie. „Nie mam jeszcze podsumowania nowych (polskich) wymagań” – wyjaśniła Hubáčková w raporcie. Jednak zgodnie z natychmiastową reakcją gubernatora Libereckiego Martina Půty (burmistrzów regionu libereckiego) zawarcie porozumienia jest „bliskie”.

Nie było też sędziowania Karwiny

Rozmowy warszawskie odbyły się w czasie, gdy do mediów wyciekło kilka szczegółów dotyczących wzajemnej relacji. Na przykład, według anonimowego polskiego źródła rządowego, Polska chce pozwać Czechy do Sądu Arbitrażowego z powodu Turowa. serwer Praktykant biznesowy następnie, powołując się na źródła rządowe, opisał rzekomo obłudne zachowanie Czech, które w kopalni ČSM w Rube Karviná bez transgranicznych konsultacji środowiskowych i bez uwzględnienia uwag Polski. To jest istota czeskich obiekcji w przypadku Turowa.

„Minister powiedział mi, że nigdy nie myśleli w tym kierunku i że to nie była ich inicjatywa” – wyjaśniła Hubáčková. Według niej strona polska nie potwierdziła nawet groźby arbitrażu.

Czeskie Ministerstwo Środowiska wcześniej odrzuciło pytanie dziennika Aktuálně.cz o błędy w wydobyciu w regionie Karwiny. „Dodatkowo kończy się wydobycie w kopalni ČSM, wszystkie prace zakończą się w tym roku, najpóźniej na początku przyszłego roku” – powiedział rzecznik ministerstwa Ondřej Charvát.

Hubáčková spotkała się w Warszawie z ambasadorem Czech Jakubem Dürrem. Odprowadził delegację ministerialną na lotnisko. | Zdjęcie: Helena Truchla

Z kolei w Turowie polska półpaństwowa spółka PGE zamierza prowadzić wydobycie do 2044 roku. Do tego czasu kopalnia mogłaby poszerzyć się do 30 kilometrów kwadratowych i pogłębić do 330 metrów poniżej poziomu okolicznych terenów.

Minister Hubáčková jest przekonana, że ​​projekt umowy, z którą przyjechała do Warszawy, będzie w stanie na taką skalę uchronić czeską wodę i przyrodę przed górnictwem. „Kluczowe jest dla nas posiadanie ogólnego obrazu tego, co dzieje się w Turowie” – powiedział. Ale z takim nastawieniem nie zgadzam się z platformą Together for Water, która reprezentuje część ludności Kraju Libereckiego. „Projekt umowy opiera się na nieaktualnych danych, realny wpływ wydobycia na terytorium Czech jest kilkukrotnie większy, a hydrogeolodzy potwierdzają, że (…) nie może ono chronić naszych zasobów wody pitnej” – powiedział.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości wkrótce zabierze głos w całym sporze: wyda opinię 3 lutego. Odpowie jednak tylko na pytanie, czy Warszawa i PGE popełniły błąd, nie uwzględniając w wystarczającym stopniu sprzeciwu sąsiadów przy rozbudowie wydobycia, jak sądzi czeski rząd i Komisja Europejska.

Europejski Trybunał nie zajmie się żadnymi rekompensatami finansowymi dla czeskich gmin ani oceną wpływu na zaopatrzenie w wodę. Nie zniesie też kary nałożonej na Warszawę przez europejski wymiar sprawiedliwości za odmowę zawieszenia wydobycia w Turowie do czasu wyjaśnienia sytuacji. Polska nie płaci kary w wysokości pół miliona euro dziennie (blisko 13 milionów koron).

Wideo: Tu z Prunéřovem było fajnie, pamiętają miejscowi. Elektrownia połykała 120 wozów węgla dziennie

Po 53 latach zamilkła elektrownia na węgiel brunatny Prunéřov I, podczas której produkowała energię na dwa lata w Czechach. | Wideo: Blahoslav Bata, Kristyna Pruzinova

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.