Fotoreportaż: Na granicy z Ukrainą z pomocą humanitarną, z powrotem z uchodźcami

Fotograf Matěj Dereck Hard wyruszył na początku marca w łączną podróż 4000 kilometrów, której celem było dostarczenie pomocy humanitarnej na granicę Mołdawii i Ukrainy oraz sprowadzenie grupy ukraińskich uchodźców do Austrii i Czech. W jego fotorelacji możecie zobaczyć, jak to wszystko wyglądało.

„Podróż do granicy między Mołdawią a Ukrainą iz powrotem zajęła nam łącznie 66 godzin” – opisuje fotograf. Dzięki pomocy humanitarnej samotnie wyjechał na Ukrainę. „Najpierw zacząłem szukać dużego samochodu i znalazłem miejsce docelowe. Nagle otrzymałem prośbę, aby ktoś wywiózł z Mikołajowa troje dzieci i trzy babcie.

Chciał przejechać przez Mołdawię, więc postanowił zabrać ze sobą rzeczy, których mogą potrzebować uciekający z Ukrainy. „Moja partnerka pochodzi z Rosji, z Kaukazu. Dzięki znajomości języka i ogromnej determinacji wstąpiła do chrześcijańskiej organizacji wolontariackiej Cru Moldava w Kiszyniowie i zgodziła się przekazywać tam pomoc humanitarną” – mówi Matěj Derek Hard.

Przed jego wyjazdem wyjazd do Mikołajowa nie wchodził w rachubę ze względu na zmieniającą się sytuację wojenną. Ale miał samochód zaaranżowany przez Forda Kačmáčka i już liczyli na pomoc humanitarną w Kiszyniowie. Udało mu się zebrać wszystkie potrzebne rzeczy dzięki rodzinie, przyjaciołom, Armii Zbawienia i Fundacji Špuntíci.

„Zabraliśmy takie rzeczy, jak pieluchy dla niemowląt, jedzenie i zabawki. Ubrania, buty, pościel, koce, śpiwory, poduszki. Ale także lekarstwa, materiały medyczne, a Abdul nawet otrzymywał środki medyczne do transfuzji krwi. żywność, apteka i kosmetyki, powerbanki, małe ręczne lampki i zwierzęta. Znajomy dodał kilka butelek czeskiego alkoholu” – opisuje fotograf.

W Kiszyniowie wyładowali ładunek w organizacji charytatywnej Cru Moldava. Tam zapytali ich, czy przekroczyli już granicę między Mołdawią a Ukrainą. Więc udali się do posterunku granicznego Palanca. „Wszędzie było błoto, samochody próbujące jechać w tę czy inną stronę i tłumy zdesperowanych ludzi uciekających z Odessy. Ale także wielu wspaniałych wolontariuszy, którzy to naprawili i rozdali gorącą herbatę” – opisuje Derek Hard.

W ciągu kilku minut załadowali dziesięć kobiet i dzieci na posterunku granicznym. Część z nich prowadziła samochód Cru Moldava prowadzony przez wolontariusza Ihora, część wsiadła do samochodu, którym Czesi przywieźli pomoc humanitarną.

„Czekaliśmy na drogę powrotną do Kiszyniowa, gdzie umieściliśmy panie w centrum Cru Moldava i zaczęliśmy przygotowywać drogę powrotną” – jego żona i pięcioletni syn Bohdan. A Alla, piosenkarka, która pojechała do Łodzi z przyjaciółmi w Polsce – tylko z dwiema plastikowymi torbami, bez pieniędzy i bez znajomości języka obcego – tłumaczy fotograf.

Jednak przekroczenie granicy stało się dość skomplikowane. Na granicy mołdawsko-rumuńskiej przebywali trzy i pół godziny. Tyle o rumuńsko-węgierskim. Potem zatrzymali się w Wiedniu i wysadzili rodzinę Radiona, która ma tam siostrę. Babcia i mała Sofia wystąpiły w Pradze. Planowali poczekać na przyjazd matki Sophie, a następnie udać się do Niemiec. A piosenkarka Alla wyjechała z Pragi w Polsce.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.