Teren slalomu wodnego Ondreja Cibáka w Liptowskim Mikulaszu powitał we wtorek rzadkiego gościa. Oprócz legendarnego lokalnego wioślarza Michala Martikána, kilku reprezentantów hokeja na lodzie ze Słowacji próbowało tutejszej dzikiej wody.
HC Oceláři Třinec przybył na teren w czerwonych koszulkach z logo mistrza Czech w hokeju na lodzie, trenował w miejscowej sali gimnastycznej (również pod okiem wspomnianego Martikána) i pływał w przygotowanych tratwach w odpowiednim kombinezonie neoprenowym. Czterokrotni obrońcy tytułu z Czech próbowali akcji na dzikich wodach Liptowa już rok temu iz wielkim sukcesem powtórzyli ją ponownie w ramach treningu fizycznego w pobliskiej Dolinie Demianowskiej.
Jedynie VLADIMÍR ORSZÁGH i PATRIK HREHORČÁK byli nieobecni w Słowackiej Legii Hokejowej Třinac.
Nie był to skok adrenaliny, ale dla pewności w każdej sześcioosobowej załodze był instruktor raftingu. Słowacki atak składał się z obrońcy Martina Marinčina i napastników Marko Daňo, Vladimíra Dravecký’ego i Libora Hudáčka. Para Viliam Čacho i Miloš Roman dołączyła do swoich czeskich kolegów z drużyny w innych „statkach”. Niektórzy eksperymentowali już w zeszłym roku, inni po raz pierwszy spróbowali raftingu. Nie powstrzymała ich nawet potężna ulewa, bo i tak byli mokrzy.
„Skończyłem to już w zeszłym roku, ale pozostał trochę stresu wodnego. Jednak głównie starałem się uspokoić Martina Marinčina, ponieważ był trochę przestraszony. Ogólnie było fajnie, mieliśmy trochę przerwy po intensywne szkolenie, które tutaj przechodzimy”, powiedział nam Vladimír Dravecký, który wkrótce rozpocznie swój dziesiąty sezon w barwach Třinaca.
Z słowackiego legionu siedmiu zawodników najbardziej utytułowanego czeskiego klubu ostatnich lat w tratwie nie pojawił się tylko Patrik Hrehorčák, który ze względu na problemy z barkiem wolał wejść na Chopok. Asystent trenera Słowacji Vladimír Országh jako jedyny pozostał na brzegu, który najwyraźniej nie zmagał się z wzburzoną wodą.
„Próbowałem już z brzegu rok temu i teraz jest to samo. Trochę boli mnie kolano i boli mnie też dolna część pleców. Trzymam kciuki, żeby nic się nie stało. Niech z przyjemnością zostanie i wzmocni kolektyw. Takie budowanie zespołu jest zawsze przydatne przed nowym sezonem, a Liptów jest do tego idealny. – powiedział Vladimír Országh z odpowiedniej odległości od wzburzonej wody.
Odważni hokejowi flisacy oprócz klasycznych przejażdżek próbowali także pływać w dzikich wodach i wywracać się stylizowanymi na tratwie, co jednak było dość dalekie od klasycznego „eskimoskiego” wiosłowania. Słowacka załoga wywróciła się dwukrotnie, a najgorszy był Martin Marinčin, który najmocniej spadł na brzeg.
„Kiedy się przewróciliśmy, prawie zostawiłem tam kolano, ale lider mnie uratował. Poza tym dobry interes. Przybyli nowi gracze, poznajmy się lepiej. Będziemy się tutaj dobrze bawić i my’ zamierzam również zatrzymać się na tratwach. Jest zrównoważony” — powiedział Marcin.
Jutro on i jego koledzy z drużyny planują wędrówkę na dwa najwyższe szczyty Tatr Niskich, Ďumbier i Chopok. W piątek będą trenować na sali gimnastycznej, a potem rozejdą się do domów. Nie będą jeździć razem do końca lipca. „Byłem na Chopku dwa lata temu i to były moje pierwsze Tatry, prawie bez treningu. Nie pamiętam tego dobrze, ale teraz jest lepiej”. dodał były gracz Toronto w NHL i AHL.

„Irytująco skromny fan Twittera. Skłonny do napadów apatii. Gracz. Certyfikowany geek muzyczny. Twórca. Zapalony odkrywca. Student-amator”.

