Wciąż ta sama Rosja i nasza historyczna „nieświadomość” – Komentarze i glosy – Opinie

Wspomnienia o okupacji sowieckiej 1968 r. powoli zacierają się. To naturalne, że ludzie zapominają, ale zeszłoroczne badanie GLOBSEC wykazało, że zwłaszcza młodsze pokolenie ma znaczne luki w wiedzy na temat wydarzeń historycznych. A jak wiemy, kto nie zna historii, jest skazany na jej powtarzanie…

Słyszeliśmy kiedyś, jak polityk powiedział, że nie ma zdania w tej sprawie, bo nie jest historykiem (co oczywiście nie przeszkadza mu bronić tego, czego nie da się obronić). Kiedy jednak jedna trzecia Słowaków poniżej 35. roku życia mówi, że nie ma zdania na temat okupacji Czechosłowacji w sierpniu 1968 r., staje się oczywiste, że coś jest nie tak i należy zwrócić na to uwagę.

Nie można zatem zastanawiać się, jakie stanowisko zajmuje znaczna część słowackiego społeczeństwa wobec obecnego konfliktu na Ukrainie. Jeśli ludzie nie mają zdania na temat inwazji z sierpnia 1968 r., naturalnym jest, że nie potrafią rozróżnić, kto jest ofiarą, a kto sprawcą konfliktu na Ukrainie. Nic więc dziwnego, że w kwestii tych błędnych przekonań znacznie różnimy się od narodów Europy.

„Historyczną nieświadomość” można częściowo przypisać naszym elitom politycznym, którym brakuje kompasu wartości i nie potrafią lub nie chcą jasno nazywać rzeczy takimi, jakie są. Dzieje się tak z niewiedzy lub zysku. Bo ten, kto wyraźnie zajmuje stanowisko, łatwo odpycha innych. A jak wiemy, politycy chcą być w dobrych stosunkach ze wszystkimi…

Musimy zachować czujność, zwłaszcza jeśli jedna trzecia narodu nie wie, co myśleć o wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego. Aktualne wydarzenia na Ukrainie przypominają, że nie jest to zjawisko odosobnione. Imperializm rosyjski przetrwał wszystkie reżimy, ale nic nie zmieniło się w jego agresywnym charakterze.

„Nieświadomość historyczna” jest także odzwierciedleniem ogólnego niedoceniania nauk humanistycznych. Obecny system nastawiony na wyniki gardzi wszystkim, co nie generuje (natychmiastowego) zysku. Jednak zaniedbanie tego „bezproduktywnego” obszaru wraca jak bumerang i powoduje ogromne szkody w świadomości społecznej narodu.

Przywódcy Kremla niewątpliwie o tym wiedzą, bo mają pełną świadomość, że Słowacja jest jednym ze słabych ogniw wspólnoty zachodniej. A kiedy pęknie jedno ogniwo łańcucha, wówczas jedność całej społeczności zaczyna się rozpadać.

Dlatego wspierają różne grupy, które nazywają siebie narodowymi i patriotycznymi, choć w rzeczywistości najbardziej odpowiednią etykietą są zdrajcy. Nie jest to nic nowego w naszej historii. Już w I Rzeczypospolitej mieliśmy wybitnego polityka, który udawał nacjonalistę, ale został skazany za zdradę stanu…

Musimy zachować czujność, zwłaszcza jeśli jedna trzecia narodu nie wie, co myśleć o wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego, jak eufemistycznie nazywano okupację. Aktualne wydarzenia na Ukrainie przypominają, że nie jest to zjawisko odosobnione. Imperializm rosyjski przetrwał wszystkie reżimy, ale nic nie zmieniło się w jego agresywnym charakterze.

Rosja Chruszczowa, która najechała Węgry w 1956 r., Rosja Breżniewa, która okupowała Czechosłowację w 1968 r. i Rosja Putina, która od zeszłego roku toczy wojnę z Ukrainą, to wciąż ta sama Rosja imperialistyczna, pragnąca umocnić swoją władzę nad terytoriami, które m.in. z jakiegokolwiek powodu, rozważ jej własny.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *