Był najsłynniejszą po dyktatorze twarzą reżimu Aleksandra Łukaszenki. Białoruski przywódca spojrzał na niego po raz ostatni we wtorek, pochylając głowę nad karawanem z otwartą trumną swojego wieloletniego doradcy i głównego dyplomaty. Nieoczekiwana śmierć Władimira Makeja, który głosił, że Białoruś powinna być Szwajcarią Europy Wschodniej, krajem neutralnym, zachowującym dystans wobec Zachodu i Moskwy, wywołała wiele spekulacji.
Zdjęcie: SITA/PA
Białoruski dyktator Aleksander Łukaszenko (z prawej) i jego nieżyjący już szef dyplomacji Władimir Makej.
„W ciągu dziesięciu lat sprawowania funkcji ministra spraw zagranicznych zyskał reputację głównego prozachodniego głosu w białoruskim rządzie” – pisze Artem Šrajbman z Carnagie Politika Project, którego analizę opublikował portal Medusa. „Nic więc dziwnego, że jego nagła śmierć w wieku 64 lat dała początek wielu teoriom spiskowym. Co więcej, w ostatnim dniu życia wyglądał na doskonale zdrowego i aktywnego – niedawno wrócił ze szczytu Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym i był w najbliższych dniach do Polski na spotkanie ministrów spraw zagranicznych OBWE” – dodał.
Makej, były pułkownik sowieckiego wywiadu wojskowego, przez ponad dwie dekady sprawował władzę na wyższych szczeblach władzy. Od 2000 r. pracował jako asystent Łukaszenki, od 2008 r. pełnił funkcję szefa jego administracji, a od 2012 r. do dziś kieruje MSZ.
Shrajbman zaliczył białoruskie siły bezpieczeństwa i ich rosyjskich kolegów do grona tych, którzy teoretycznie mogliby skorzystać na śmierci kluczowej dla Łukaszenki osoby.
O ile szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow wysoko chwalił zasługi swego zmarłego kolegi, którego w tym tygodniu miał odwiedzić w Mińsku, o tyle kilku moskiewskich propagandzistów zdecydowanie nie przestrzegało zasady, zgodnie z którą zmarłych należy upamiętniać nie tylko dla Dobry.
Połączenie z Zachodem
Prokremlowski politolog Siergiej Markow mówi, że Makej był głównym zachodnim faworytem na stanowisko głowy państwa białoruskiego, który mógłby zastąpić Łukaszenkę. „Jego odejście jest symbolicznym potwierdzeniem niemożności zmiany kursu Białorusi w kierunku zerwania z Rosją i sojuszu z Zachodem, który Makej proponował i dla którego pracował. Najwięcej skorzystałby na tym, bo zostałby prezydentem Białorusi, ” spekuluje Markow, że Łukaszenka trzymał Makeja na stanowisku ministerialnym, bo miał nadzieję, że stanie się kanałem komunikacji z Zachodem. „A teraz ten kanał jest stracony” – dodał politolog. na platformie komunikacyjnej Telegram.
Lider białoruskiej opozycji, były dyplomata i były minister kultury Paweł Latuszko przyznaje, że śmierć Makeja może być dla Łukaszenki „przestrogą”. W rozmowie z portalem Nexta zasugerował, że mogą stać za tym rosyjskie służby specjalne, a dymisja ministra spraw zagranicznych Białorusi może być powiązana z planowanym przez niego wyjazdem na posiedzenie OBWE, gdzie polscy gospodarze zaprzeczyli zaangażowaniu rosyjskiej ministra, bo Ławrow, w przeciwieństwie do Makaja, znajduje się na liście sankcyjnej UE i USA. „Makej mógłby wnieść coś ważnego na szczyt” – zasugerował Latuško.
Makej był siłą napędową zbliżenia Mińska z Zachodem od aneksji Krymu przez Rosję i wybuchu walk w Donbasie w 2014 roku. Z pewnością pozostając wiernym Łukaszence nawet po sfałszowaniu wyników wyborów z 2020 roku i brutalnym stłumieniu masowych protestów spadła polityczna waga szefa białoruskiej dyplomacji za granicą. Jednak w ostatnich miesiącach, zdaniem Šrajbmana, Makej próbował wysłać pewne sygnały swoim zachodnim partnerom. Wiosną napisał list do kilku europejskich ministrów z prośbą o zniesienie sankcji, obiecując, że białoruska armia nie przyłączy się do wojny Rosji z Ukrainą. We wrześniu podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku spotyka się za kulisami z przedstawicielami kilku europejskich ministerstw spraw zagranicznych.
Zdaniem Shrajbmana utrzymywanie właściwych relacji z Zachodem i dystansowanie się od Rosji nie były dla Makeja celem samym w sobie. „To był tylko sposób na zwiększenie stabilności systemu. Wielowektorowa orientacja i równoważenie dawały reżimowi białoruskiemu większe szanse przetrwania pomimo rosnącego apetytu Kremla na przestrzeń poradziecką” – wyjaśnił politolog.
Trucizna, a potem atak serca?
Myśli o brutalnej dymisji ministra nie uspokoiły się nawet po tym, jak niezależny białoruski portal Nasza Niva, który najwyraźniej nie ma powodu ukrywać ewentualnych organizatorów zabójstwa, jako pierwszy poinformował, powołując się na swoje źródła, że Makej zmarł na zawał serca atak.
Leonid Nevzlin, rosyjski biznesmen i krytyk Kremla, powołując się na własne źródła, twierdzi, że Makej został otruty trucizną opracowaną przez rosyjskie służby specjalne w specjalnym laboratorium. „Obraz kliniczny w takich przypadkach odpowiada śmierci z powodu zawału serca, udaru mózgu lub niewydolności serca” – napisał na Twitterze.
Według Nevzlina, po śmierci Makeja Łukaszenka zarządził zmianę personalną w prezydenckiej kuchni, obsłudze i ochronie. „Nikomu nie ufa. Nie bez powodu obawia się, że po Makeju mogą mu zorganizować spektakularny pogrzeb. Moskwa nie jest zadowolona z opóźnienia wejścia armii białoruskiej do wojny z „Ukrainą, jest gotów użyć wszelkich środków, by wywrzeć presję na białoruski reżim” – ostrzega biznesmen mieszkający na izraelskim wygnaniu.

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.
