Nasza drużyna piłkarska zdobyła sześć punktów w meczach grupy J eliminacji Mistrzostw Europy 2024, wygrywając w Islandii (2:1) i Liechtensteinie (1:0). Zawodniczki z powodzeniem poradziły sobie z niezwykle ważnym z punktu widzenia walki o udział w Euro 2024 czerwcowym terminem federacji i pod tym względem powtórzyły swój najlepszy dotychczas mecz eliminacyjny, kiedy pokonały Bośnię i Hercegowinę (2: 0) w marcu. To doskonała wiadomość.
Oczywiście, z punktu widzenia wydajności, nie wszystko było dobrze. Zespół nie pokazał takiej organizacji gry jak we wspomnianym pojedynku z Bośniakami. W Reykjavíku też mieliśmy szczęście, w Vaduz walczyliśmy o zdobycie decydującego gola. Jednak wielkie drużyny wygrywają nawet wtedy, gdy nie pokazują swojego poziomu. Nie chcę kończyć wszystkiego tylko tym stwierdzeniem, ale trzeba też dostrzec okoliczności.
W czerwcowym powrocie do stowarzyszenia najbardziej odczuwalne jest wyczerpanie zespołu, zmęczenie fizyczne i psychiczne. Wszyscy mają dość końcówki sezonu, co widać też w innych grupach eliminacyjnych (Polska przegrała z Mołdawią). Zdobyliśmy więc sześć punktów, w sumie dziesięć w czterech meczach. Po pierwszym pojedynku z Luksemburgiem (0:0) mało kto by w to uwierzył.
Nasi zawodnicy popełnili zbyt wiele błędów, biorąc pod uwagę ich jakość. Nawet na łamach tego numeru z ich ust płynęły wyjaśnienia. Najważniejsze jest to, że ich trener zachęca ich do gry w piłkę nożną w każdych okolicznościach. Przyjmuję ten argument, bo stworzyli więcej okazji niż w marcu, a dodatkowo, gdy nie było to możliwe, walczyli o zwycięstwo i charakterem zdobywali punkty. Gdybyśmy potknęli się po takich występach, znalazłoby się miejsce na krytykę. Dziś musimy tylko powiedzieć, że byliśmy mniej niż optymalnie.
Ale co jest optymalne? Optymalnie byłoby, gdybyśmy zawsze grali dobry futbol i wygrywali trzema bramkami. Nie możemy jednak oczekiwać, że przebijemy wszystkich w naszej grupie kwalifikacyjnej jak nóż przez masło. Wielkim faworytem jest Portugalia, a nasza drużyna ma wszelkie warunki, by walczyć o drugie miejsce. Co ważne, pokonaliśmy już naszych bezpośrednich konkurentów, odpowiednio Bośnię i Hercegowinę oraz Islandię.
To prawda, że staraliśmy się utrzymać piłkę i grać kreatywnie.
W grze Słowacji musisz patrzeć na charakter, ale także na to, jak chcesz się zaprezentować. Błędy wiążą się też z tym, że przeciwnicy już nas czytają, bo cały czas staramy się grać w określonym stylu. Na przykład Islandia była bardzo dobrze przygotowana taktycznie na słowacką drużynę. Gdy dodamy do tego być może niedocenianie pewnych sytuacji meczowych, przemęczenie przepracowanych zawodników i najmniejszą formę tych, którym brakuje treningu w meczach, to też może tak palić.
Jednak nadal prawdą jest, że staraliśmy się utrzymywać przy piłce i grać kreatywnie. Jestem przekonany, że gdyby te mecze były rozgrywane we wrześniu, to występy byłyby inne. Powtarzam, zdobyliśmy sześć punktów, nie więcej. Już teraz możemy przygotować się na trudny upadek.
Oczywiście błędy wynikały też z tego, że trener Francesco Calzona wciąż buduje system, zawodnicy pod jego okiem nie mają jeszcze nawet roku. Czytałem wypowiedzi wielu świetnych trenerów, którzy po sukcesie mówili, że poukładanie wszystkiego zajęło im dwa lata. Stosowanie nowych elementów gry po prostu wymaga czasu. To nie działa tak, jak trener mówi, żeby grać w ten sposób, a piłkarze tak grają. Szczególnie widać to w drużynach narodowych. Ponadto gracze wspinają się po bystrzach w różnych atmosferach.
Niektórzy mają tytuł, inni doświadczyli spadku, niektórzy grają, inni nie. A czasem zdarza się, że zawodnik przychodzi do ciebie nawet po zakończeniu kariery. To tak dla odciążenia, bo Marek Hamšík bardzo nam pomógł. W tej plątaninie historii różnych zawodników nasz trener próbuje coś stworzyć. Bez możliwości bycia z nimi na co dzień. Przekazywanie informacji zajmuje więcej czasu, niż chcieliby fani, taka jest rzeczywistość.
Dziś jednak znamy dwie ważne informacje. Po pierwsze, gracze mogą wygrać, nawet jeśli nie mogą. Poza tym gracze mogą grać tak, jak w meczu z Bośnią i Hercegowiną. Z czasem może to stać się standardem, który trener może udoskonalić, pracując nad szczegółami. Wtedy może być bardzo ciekawie. Na razie robimy postępy na sinusoidzie wydajności i dobrze, że nie widać tego w wynikach.
Autor jest byłym reprezentantem piłki nożnej, a obecnie trenerem i analitykiem telewizyjnym.

„Subtelnie czarujący fan mediów społecznościowych. Introwertyk. Skłonny do napadów apatii. Przyjazny rozwiązywacz problemów. Nieuleczalny wichrzyciel”.
