KRAKÓW. Jest najstarszym członkiem słowackiej drużyny na Igrzyskach Europejskich w Krakowie. Ma 47 lat. Startował, gdy inni zawodnicy już kończyli, miał 39 lat.
Teraz cieszy się złotym medalem i marzy o występie na igrzyskach olimpijskich.
Jozef Bošanský zdominował zawody łucznicze na stadionie Plaszowianka i zdobył pierwszy złoty medal Słowacji na igrzyskach w Krakowie.
W finale pokonał Włocha Marco Bruno 146:144. – Jestem podekscytowany. Chciałem osiągnąć tutaj coś dobrego – powiedział zaraz po zawodach.
„Finał był trudny. Nie strzeliłem tak jak chciałem i tak jak trenowałem. Wiatr ciągnął wszystko w moją lewą stronę. Trochę się denerwowałem, ale wytrwałem” – opisuje decydujące momenty.
W ćwierćfinale pokonał Estończyka Robina Jaatmę 149:145, w półfinale pokonał tureckiego emirkanina Haneya 147:145.
Pracujący sportowiec
Jest prawdopodobnie jedynym zawodnikiem w wyjściowym składzie, który poza pracą zajmuje się strzelaniem z łuku. Tę samą funkcję pełni od dwudziestu pięciu lat. Jest liderem zespołu utrzymania ruchu w fabryce samochodów w Bratysławie.
„Przyjechałem do Krakowa zmęczony, bo od kwietnia miałem taki okres rywalizacji, tydzień pracy, tydzień rywalizacji i tydzień pracy. Już się cieszę, że nie będę miał już trzech tygodni rywalizacji i trochę odpoczynku” – powiedział nowy mistrz.
Potrzebuje ponad 80 dni urlopu w roku, żeby brać udział w zawodach, ale też ma tylko 25. Jednak wszyscy przełożeni wspierają go i dostosowują, aby mógł nadrobić przepracowane godziny, a nawet pójść na marne i nadrobić zaległości później.
Często zdarza się, że po długiej podróży z Ameryki czy Chin nawet nie wraca do domu z rodziną, tylko wyjeżdża bezpośrednio z wiedeńskiego lotniska do pracy na dwanaście godzin w nocy.
Podczas gdy jego przeciwnicy trenują w dwóch fazach, wystrzeliwując po dwieście strzał rano i po południu, on chciałby wystrzeliwać co najmniej sto strzał dziennie, ale nie zawsze to wychodzi.
Pracuje również w największym sklepie łuczniczym na Słowacji, za którym znajduje się również strzelnica, na której może poćwiczyć.
„Mam dom rodzinny, ale ogród ma tylko trzydzieści metrów długości, więc nie mogłem tam trenować” – wyjaśnił. W tej dyscyplinie cel znajduje się w odległości pięćdziesięciu metrów.
Uczył się z Youtube’a
Bošanský odniósł jeden z najcenniejszych sukcesów w Krakowie.
Nie stresował się podczas zawodów. W łuku bloczkowym zawodnicy wystrzeliwują piętnaście strzał podczas walki, trzy strzały z rzędu.
„W łucznictwie zawsze decydująca jest ostatnia strzała. Byli też światowej klasy łucznicy, którzy na koniec wszystko zrujnowali i stracili trzy punkty” – wyjaśnił.
Nie dał się jednak zmusić. Wyraźnie cieszył się finałem. Pomiędzy poszczególnymi setami ze wzmacniaczy grała muzyka w stylu retro disco, a Bošanský tańczył w rytm Macareny.
„Myślałem, że będę się dobrze bawił. Robię to, co kocham, jakie jest moje hobby” – powiedział.
Trafił do tego sportu trochę przez przypadek.
Zrobił swojemu synowi łuk z rury PCV i poszedł kupić mu kilka strzał. „Varecha nie latał przez to dobrze, więc poszedłem do sklepu” – roześmiał się Bošanský.
Tam też zobaczył łuk bloczkowy dla początkujących i kupił go. Najpierw związał się z łucznictwem 3D, potem za namową znajomego spróbował swoich sił w strzelaniu do tarczy.
„Było więcej wystrzeliwanych strzał i zaczęło mi się to podobać” — wyjaśnił o swoim debiucie.
Nauczył się tej techniki z filmów na YouTube. Marzył, że pewnego dnia i on będzie walczył na tym portalu.
„U mnie sprawdziło się to w 2019 roku, kiedy zakwalifikowałem się do finału mistrzostw świata w Moskwie. Byłem tam totalnie wypalony, bo to był pierwszy raz przed kamerami” – przyznał.
„Nie marzę już o byciu na YouTube, ale byłoby miło, gdyby pewnego dnia łucznictwo mogło mnie wesprzeć” – dodał.

„Całkowity ekspert w dziedzinie muzyki. Badacz Twittera. Miłośnik popkultury. Fanatyk telewizji przez całe życie”.
