Na początku sierpnia na stacji metra w Pradze miał miejsce incydent, który wielu osobom dał spać. Czeska policja złapała mężczyznę i postawiła mu zarzuty wkrótce po tym akcie.
Do mrożącego krew w żyłach aktu doszło 11 sierpnia około dziesiątej wieczorem na stacji metra Smíchovské nádraží w Pradze. Jednak policja aresztowała autora kilka dni po zdarzeniu i postawiła mu już zarzuty. Mężczyzna, który mijał kobietę na przystanku, najpierw ją trochę potarł, kiedy kobieta go ominęła, mężczyzna ponownie pchnął ją z całej siły i pchnął ją rzuconą na tory.
„Gdy jego martwe ciało leżało nieruchomo pod peronem, mężczyzna spokojnie opuścił teren przystanku i zniknął” – relacjonuje czeska policja na Facebooku. „Przestępcy we współpracy z rodziną ofiary, a także z samym pokrzywdzonym, po wybudzeniu go ze sztucznego snu, ustalili tożsamość podejrzanego. Policji udało się później ustalić, w którym hostelu w Pradze przebywał napastnik, i aresztowała go kilka dni po ataku” – dodała czeska policja.
Policja ustaliła, że był to 50-letni mężczyzna oskarżony o wykroczenie i ciężki uszczerbek na zdrowiu na etapie usiłowania. Policja twierdzi, że jeśli zostanie skazany, grozi mu do dziesięciu lat więzienia.

„Amatorski ewangelista popkultury. Gracz. Student przyjazny hipsterom. Adwokat kawy. Znawca Twittera. Odkrywca totalny”.


