Uznany na arenie międzynarodowej polski sędzia Paweł Raczkowski miał w drugi weekend sędziować pojedynek najwyższych rozgrywek piłkarskich w Grecji pomiędzy drużynami AEK Ateny i Aris Saloniki.
Zdjęcie: SITA/PA, Darko Vojinovic
Paweł Raczkowski podczas sędziowania meczu Serbia – Norwegia.
Choć Polak pojechał z kolegami do Grecji, ostatecznie wszyscy wrócili do domu nie przestrzegając zasad. A wszystko to po niezwykłej sekwencji kuriozalnych sytuacji.
Mówiło o tym kilka zagranicznych mediów. Czeski portal iDnes.cz zwrócił uwagę, że 39-letni Polak jest specjalistą od „ekstremalnych” meczów za granicą.
W styczniu prowadził w lidze greckiej pojedynek pomiędzy Olympiakosem Pireus a Panathinaikosem Ateny, a później także w Czechach pojedynek Pilzna ze Slavią Praga.
Przeczytaj także Przejrzeli nagrania wideo i oświadczenia. Sędzia, który powinien szturchnąć gwiazdę Liverpoolu, odchodzi bez sankcji
Regularnie nadzoruje także regulaminy europejskich rozgrywek klubowych i drużyn narodowych. Sprawdził się, dlatego Grecy zaprosili go na kolejne trudne spotkanie.
Zamiast na stadion Raczkowski trafił na policję.
„Kiedy wylądowaliśmy w Atenach, podszedł do nas jakiś facet i krzyczał, że jestem skorumpowaną świnią i że na pewno nie gwizdnę tego pojedynku. Że naprawi artykuły w gazecie i że mnie zniszczy” – wyjaśnił polski sędzia lokalnym mediom po powrocie do kraju.
Według greckich dziennikarzy Raczkowski miał pić z dwoma pomocnikami podczas lotu i awanturować się po wylądowaniu. Powinni byli być agresywni w stosunku do innych pasażerów, a na lotnisku powinni wziąć udział w bójce, w której jeden z sędziów powinien był splunąć na obywatela Grecji.
Przeczytaj także Nawet Weiss i Kozák nie mieli takiej pensji jak Calzona, pozostali byli biednymi krewnymi. Ile zarabiali słowaccy trenerzy?
Zdaniem szefa polskich sędziów, informacje o Raczkowskim i jego współpracownikach znacznie różnią się od raportów publikowanych przez Greków.
Grecki Związek Piłki Nożnej podobno również próbował skontaktować się z sędziami, ale bezskutecznie, co potwierdziło doniesienia, że sędziowie byli pod wpływem alkoholu.
„Zostaliśmy zaatakowani przez dwóch Greków, którzy na nas pluli” – poinformowali Polacy w relacji na portalu Matchyki.pl.
Sędziowie musieli udać się na policję, by wyjaśnić inicjatywę greckiego duetu, a kierownictwo zawodów w międzyczasie wycofało ich z pojedynku. Donoszono również, że wszystko to mogło być zorganizowane przez lokalny gang, któremu przeszkadzała walka grupy o tytuł prowadzona przez niezależnych Polaków.
Przeczytaj także Ronaldo stanął na wysokości zadania i wygrał. Francuski trener musiał spakować swoje walizki z Al-Nassr
„Gość obrażał mnie po angielsku po tym, jak wylądowałem i krzyczał, że kończy moją karierę. Na początku myślałem, że to scena z Monty Pythona. Ale nie przestawał, był naprawdę zły, a potem mnie zaatakował .
Kiedy mój kolega nas rozdzielił, poprosiłem policję, żeby go uspokoiła. Jednak ciągle mnie pytali, czy piliśmy. Jestem zawodowym sędzią i gdybym się upił, byłoby to zawodowe samobójstwo” – kontynuował Raczkowski według iDnes.cz, dodając:
„To nieprawda, że poszliśmy na dyskotekę albo ktoś do nas dzwonił i nie odebraliśmy. Rano wstaliśmy normalnie, żeby zjeść śniadanie. Ale potem przyszli nam powiedzieć, że jest problem z powodu tego incydentu i że nie będę sędziował meczu”.
„Subtelnie czarujący fan mediów społecznościowych. Introwertyk. Skłonny do napadów apatii. Przyjazny rozwiązywacz problemów. Nieuleczalny wichrzyciel”.