Cóż, jest inaczej niż myśleliśmy. Słowacka gospodarka nie zatonęła w krajach Unii Europejskiej, jak pokazały najnowsze wskaźniki. Wzorzec? Błąd metodologiczny. I tak nie możemy być zbyt szczęśliwi, nawet dane po korekcie nie są różowe.
Już kilka razy pisano, że pod względem standardu życia mierzonego PKB według parytetu siły nabywczej wyprzedziły nas Polska, Węgry, a nawet Rumunia, a pozostała tylko Bułgaria. Do tego fakt, że Czechy oddalają się od nas jeszcze szybciej. W 2015 roku osiągnęliśmy 79%, a Czesi 89% poziomu krajów UE. W ubiegłym roku nasi zachodni sąsiedzi osiągnęli 91%, a Słowacja spadła do 67%.
Ale to nie do końca prawda. Nawet renomowani ekonomiści i statystycy popełniają błędy, nawet w tak ważnych obszarach. W 2019 roku słowacki Urząd Statystyczny podniósł poziom cen odkąd weszliśmy do UE. Nie jest jasne, dlaczego tak poważna korekta miała miejsce w 2019 r.
To nie wszystko. Europejscy statystycy Eurostatu również popełnili błąd. Nie wdrożyli naszych zmian w całości, ale dopiero od 2016 roku. Wynik? Od 2015 roku słowacka gospodarka traci na sile. Na papierze, nie w rzeczywistości. W rzeczywistości od 2005 roku nasza gospodarka nie przeżywała tak wyjątkowego wzrostu, jak zapowiadano. Słowacki tygrys był bardziej kotem domowym.
To zła wiadomość dla próbującego wrócić do polityki Mikuláša Dzurindy. Reformy jego rządu pod patronatem Iwana Mikloša były nie tyle cudem.
Tak czy inaczej, teraz przed wyborami politycy i ekonomiści powinni wreszcie znaleźć receptę na ożywienie słabnącej gospodarki.
Jednak to również nie rzuca dobrego światła na rządy Smeru, które nie wniosły nowych impulsów i nie potrafiły skutecznie zasilić gospodarki. Od czasu kryzysu gospodarczego i finansowego w 2008 roku straciliśmy zainteresowanie portalem, nawet w okresie rządów kierowanych przez SDKÚ w latach 2010¤-¤2012. Gospodarka rozwijała się, ale tylko w takim tempie, jak rozwinięte gospodarki Europy Zachodniej. A mieliśmy do dyspozycji miliardy euro z funduszy europejskich… A zły raport – który chyba nikogo nie zdziwi – zdarza się też rządom Matoviča i Hegera: od 2020 r. standard życia w rozwiniętych krajach UE zaczyna oddalać się od nas w decydującym kroku.
Jest jeszcze jedno poważne „przeoczenie” statystyczne. Eurostat wskazuje, że noclegi na Słowacji są około dwa razy droższe niż na Węgrzech iw Polsce oraz o połowę droższe niż w Czechach. Piękna głupota. Europejscy statystycy żyją dość oderwani od rzeczywistości, życie w naszych krajach znają tylko z papierów. Zdecydowana większość ludzi w naszym kraju mieszka we własnych domach, tylko niewielka część wynajmuje.
Tak, młodsze i średnie pokolenie spłaca kredyty hipoteczne i nie jest słabe. Ceny mieszkań i domów są w naszym kraju naprawdę zawyżone. Jest ich niewielu. W ostatnich latach ceny mieszkań całkowicie zerwały łańcuch, ale sprowadziły ich stopy procentowe poniżej 1%. To koniec dzisiaj, stopy procentowe idą w górę do pięciu procent. Dla wielu rodzin fiksacja się kończy, mieszkania staną się jeszcze droższe, a poziom życia wyraźnie spadnie.
Nie tylko nasi politycy mają złe raporty, zmagają się także ekonomiści, zwłaszcza w instytucjach rządowych, które komunikują się z tymi w Brukseli. Dlaczego pracownicy Eurostatu nie ostrzegali o błędach na czas? Tak czy inaczej, teraz przed wyborami politycy i ekonomiści powinni wreszcie znaleźć receptę na ożywienie słabnącej gospodarki.

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.
