Hodowcy kur niosek znajdują się pod presją kanałów komercyjnych. Zdjęcie: pixabay
Jest kilka powodów. W produkcji jaj kurzych Słowacja od dawna jest samowystarczalna. Jednak ze względu na tani import z zagranicy nasza samowystarczalność spadła poniżej 80% w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat. Mianowicie w krajach takich jak Czechy, Polska i Holandia branża hodowli jaj jest finansowana z wielu źródeł.
„Dlatego mogą produkować taniej. Nie wspominając o tym, że importują na Słowację jaja, które przeterminowały się i trzeba je zutylizować” – dodał. powiedział w imieniu Terajšoka Ľubomíra Urbana, rzecznika prasowego Związku Drobiarskiego Słowacji.
Oprócz tego wpływ na sytuację miała również bieżąca inflacja. Koszty produkcji ogromnie wzrosły we wszystkich sektorach. Dla hodowców drobiu kryzys dotknął głównie ceny mieszanek paszowych, energii i materiałów opakowaniowych, wyższe są też ceny robocizny. Urban zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden ważny czynnik.
„Zagraniczne sieci handlowe stopniowo odrzucają najtańsze jaja z wzbogaconych hodowli klatkowych producentów. Podobno pod presją obrońców zwierząt, którzy twierdzą, że w klatkach kury nioski mają złe warunki bytowe, choć z tą opinią można się spierać, dlatego słowacki hodowcy są pod presją łańcuchów i muszą stopniowo przekształcać klatki w fermy ściółkowe lub woliery, z których ze względu na większą trudność w odchowie jaja są o około 20% droższe niż klatki wzbogacone”. Urban wyjaśnił.
I to odbija się na rynkowych cenach jaj, ale nie na tyle, by odpowiadały one kosztom poniesionym na ich produkcję, w tym nowe inwestycje w przebudowę pomieszczeń produkcyjnych.
„Jednak o tym, jakie są ceny handlowe, czyli po jakich klient kupuje jaja w sklepie, nie decydują hodowcy drobiu, tylko handlarze, którzy nawet w czasach inflacji nadal utrzymują wysokie marże ”, dodaje Urbański.

„Zagorzały miłośnik zombie. Praktyk mediów społecznościowych. Niezależny przedsiębiorca. Subtelnie czarujący organizator”.

