Ukrainka uciekła przed ostrzałem Żytomierza przed rosyjską inwazją, teraz urodziła córeczkę w szpitalu Stodská | Firma Aktualności Plzeňská Drbna

Uśmiecha się tylko przelotnie, a jej oczy często błyszczą łzami. Nawet jeśli teraz powinna przeżywać najszczęśliwsze chwile w swoim życiu. W związku z wojną na Ukrainie w poniedziałek w szpitalu Stod Marina Danylko urodziła córkę Margaritę. Znajduje się 1200 kilometrów od domu swojej młodej matki w Żytomierzu, skąd w ostatniej chwili przed rosyjskimi bombardowaniami uciekła z powodu swoich dzieci.

Piękna, zdrowa dziewczynka Margarita urodziła się w szpitalu Stod. Poród przebiegł bez powikłań, 34-letnia matka czuje się zdrowa i jest podekscytowana opieką, jaką otrzymuje w szpitalu. Dodatkowo czeka na nią prawie pięcioletni syn, z którego jest niezwykle dumna. Mimo to na jej twarzy nie znajdziesz wiele radości, Marina Danylko jest daleko od domu, męża i krewnych. Na początku marca uciekła przed wojskami rosyjskimi z zajętego miasta Żytomierz na Ukrainie. Jest prawdopodobnie pierwszą uchodźczynią wojenną, która urodziła dziecko w Pilźnie.

Choć Margarita urodziła się dziesięć dni przed terminem, ma 45 centymetrów i waży 2480 gramów, należy do mniejszych dzieci, ale jest bardzo aktywna na świecie, powoli przybiera na wadze i co najważniejsze – w Czechach jest bezpieczna Republika. „Moja siostra mieszka i pracuje tutaj w Staňkovie. Zaproponowała mi przyjazd, gdy tylko rozpocznie się rosyjska inwazja. Ale nie chciałam. Mam męża i dom w Żytomierzu. kiedy wybuchy zaczęły odbijać się echem w mieście i nasilały się. To było bardziej pragnienie matki ratowania dzieci niż martwienie się o siebie. opisuje bardzo świeże wspomnienia Marina Danielko.

Zapakowała bagaż na kółkach, zabrała syna, książkę o ciąży i rankiem 4 marca wsiadła do autobusu do Lwowa. Stamtąd udały się do polskiej granicy, podobnie jak tysiące innych kobiet i dzieci. „Na szczęście pomaga wielu wolontariuszy. Kiedy zobaczyli, że jestem w ciąży, a także mam małego chłopca, pomogli mi dojść do granicy. Dali nam tam herbatę i jedzenie. W ciągu kilku godzin przyjechaliśmy do Polski i tam czekała na mnie moja siostra i zabrała mnie do Staňkowa. ” opisuje swoją anabazę Marina.

Przybyli wieczorem 5 marca. Podróż trwała ponad 30 godzin. Nie przyznała się, że urodzi przedwcześnie. „Polegałem na terminie wyznaczonym na koniec marca. A przede wszystkim myślałem, że muszę zabrać syna. To dało mi najwięcej siły. A on mi teraz odpłaci. Zadzwoniliśmy do mężczyzny pół godziny później narodziny naszej córeczki. Czy on wie. Ale bardzo za nią tęsknię. Ale jego syn Lew zastępuje go. Jest mały, ale dostrzega sytuację i może mnie mocno przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze „, opisuje Marinę Danylko, jak czuła się w ostatnich dniach.

Regularnie również wyraża swoją wdzięczność za życzliwość wszystkich wokół niej i macierzyństwo. „Nawet jak przyjechałam do Stodu rodzić, zadzwonili do pielęgniarki z Ukrainy i tam pracowali przez kilka lat tłumacząc dla mnie. To też bardzo mi pomogło w odprężeniu. Na szczęście rodziłam po raz drugi, więc Wiedziałem, co robić. Teraz codziennie przychodzi do mnie pielęgniarka i rozmawiamy. Chcę podziękować wszystkim za bycie miłym i miłym dla mnie. Oczywiście nie mogę się doczekać powrotu do mojego domu w Żytomierzu. mam nadzieję, że wszystko się wkrótce skończy i zdołamy odwdzięczyć się za twoją pomoc.” dodaje młoda Ukrainka, której córka na zawsze będzie miała Czechy i Stoda w metryce urodzenia.

„Szpital życzy im obojga dobrego zdrowia i aby wkrótce wrócili do domu i żyli w pokoju”. dodał rzecznika szpitali regionalnych Jiří Kokoška.

Online: rosyjska inwazja na Ukrainę

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.