Stracili brata i znaleźli siostrę w Polsce. Historia Cafe Warsaw w Kijowie

Relację można również posłuchać w wersji audio.

Od Specjalnego Sprawozdawcy w Warszawie.

„Mam mgłę zamiast wspomnień. Nie pamiętam jak to się zaczęło. Mężczyzna zamienił się w automat” Inna Jarová próbuje przypomnieć sobie pierwsze dni wojny. W tym trzecim tygodniu walk rozmawiamy w Warszawie w kawiarni należącej do sieci założonej przez ukraińskie pary Innę i Olega.

Sześć lat temu zaczęli od najmniejszej kawiarni w Polsce, którą nazwali Dobro Dobro. – Odzwierciedla naszą filozofię życia, wybraliśmy nazwę, która jest zrozumiała w Polsce, na Ukrainie iw Czechach – mówi bizneswoman z miasta Chmielnicki.

Zdjęcie: Filip Harzer, Lista aktualności

W piątek Ukraińska Wiktoria zrobiła kawę w najmniejszej polskiej kawiarni. Była tu pierwszy raz, bo zwykle pracuje w innych branżach. Wyprowadziła się z Chersoniu i dobrze mieszka w Polsce.

Para wyjechała z Kijowa do Warszawy w 2015 roku. Już wtedy na wschodzie ich ojczyzny trwała wojna. „Ale wojna nie była powodem do wyjazdu. Mieliśmy 25 i 26 lat, mieliśmy dobrą pracę w dużych agencjach reklamowych. Pojechaliśmy na wakacje, mieliśmy ładny dom, ale się nudziliśmy, chcieliśmy zmienić nasze życie” – mówi Inna, powody wyjazdu do Polski.

„Właśnie się przeprowadziliśmy”

„To nie było tak, że przyjechaliśmy z walizką i bez pieniędzy. Miałem kontrakt w Warszawie z dużą międzynarodową firmą. Właśnie się przeprowadziliśmy. Nie przyjechaliśmy, bo byśmy chorowali w Kijowie” – wyjaśnia swoje motywacje .

Wojna, mówiąc w przenośni, zostaje „dogoniona” w Warszawie siedem lat później. Świadczą o tym między innymi pudła umieszczone tuż obok stołu, przy którym siedzimy. Są pełne latarek i latarek, które pojadą na Ukrainę jako pomoc.

Zdjęcie: Filip Harzer, Lista aktualności

Inna w swoim miejscu pracy. Obok gotowych jest kilka skrzynek z pomocą, które pojadą na Ukrainę.

W czwartek 24 lutego, kiedy Rosja Putina najechała Ukrainę, para obudziła się około siódmej rano. Dowiedzieli się, że matka Inny rozpoczęła wojnę w rodzinnym domku. „Zaczęliśmy oglądać wszystko online i robimy to dopiero od tego czasu. Spędzałem 18 godzin dziennie na komórce i zamiast robić interesy, skupiałem się na wiadomościach, a także na organizowaniu pomocy” – mówi kawiarnia.

Pomoc i solidarność w pierwszych dniach były spontaniczne, bo nikt nie wiedział, co się wydarzy, co jest potrzebne, gdzie i jak przewieźć rzeczy. Według Inny poprawiło się to w ciągu dwóch tygodni, a organizacja jest bardziej precyzyjna.

Polska jako nowo odnaleziona „siostra”

Bizneswoman chwali bliskość i zaangażowanie dużej mniejszości ukraińskiej, szacowanej przed wojną na ponad milion Ukraińców. Docenia także pomoc i wielką solidarność Polaków. „To dobrzy ludzie. Teraz w Internecie krąży taki prawdziwy żart, że Ukraina nie ma już braci po rosyjsko-białoruskim ataku, ale bardzo dobrą siostrę” – mówi. To znaczy Polska, czyli po polsku, ukraińsku. i rosyjski. Z siecią kawy Dobro Dobro kontaktują się obecnie klienci i firmy oferujące pomoc.

Jednak zdaniem Inny Polska sama nie poradzi sobie z tak ogromną falą uchodźców. „Ona nie jest na to gotowa. Dwa tygodnie po inwazji było półtora miliona osób. Sytuacja na rynku najmu i na rynku pracy już jest bardzo zła. Ale jakoś inny, będziemy musieli sobie z tym poradzić, ” myśli kawiarnia.

Polska chwali też wojnę przedrosyjsko-ukraińską. Władze byłyby pomocne parze, pomimo początkowej bariery językowej, i wyjaśniłyby im wszystko. Inna i Oleg założyli rodzinę w Warszawie, a po sześciu latach działalności do małej kawiarni, która jest nawet wpisana do Księgi Rekordów Polski, dodali 16 kolejnych kawiarni w całej Polsce. Wpis do księgi rekordów świata umknął ich maleństwu biznesowi o włos.

Nie możemy tego zrobić sami, mówią Zachodowi

Inne kawiarnie są znacznie większe, a sieć działa na zasadzie franczyzy w centrum Pragi od dziewięciu miesięcy. „Pomagamy, ile możemy. Zbieramy pieniądze dla żołnierzy lub potrzebujących i wysyłamy im część zysków” – wyjaśnia operator praskiego oddziału Olesia Biła. Ona sama ma krewnych w Kijowie i Odessie „Wszyscy pracownicy tu są z Ukrainy – dodaje, tłumacząc, że ludzie przynoszą do kawiarni lekarstwa i ubrania.

Inna Jarová również ma rodzinę na Ukrainie. Jej rodzice pozostają w mieście Chmielnicki, gdzie do tej pory panował względny spokój. Jeśli miasto jest bezpośrednio dotknięte walkami lub bombardowaniami, planują udać się na wieś. Kawiarnia mówi światu zachodniemu, że „niebiesko-żółte budynki to za mało” i prosi UE i NATO o dalsze wsparcie. „Ukraina nie może tego zrobić sama” – dodał.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.