Reporterzy odkryli handel z migrantami na Białorusi. W tle konsul iracki

Możesz także odtworzyć artykuł w wersji audio.

„Śledziliśmy trzy różne linie lotnicze i obliczyliśmy, ile osób może przyjechać do Mińska jako turyści. Doszliśmy do wniosku, że jest ich co najmniej cztery tysiące. dochodzenie opublikowany.

Artykuł o nazwie Zobacz Mińsk i zgiń opisuje związek między podrabianymi biurami podróży a administracją białoruską oraz schemat, w jaki sposób migranci płacą za transport na ściśle strzeżonej granicy.

Ostatecznie ich pieniądze nie trafiają w ręce pojedynczych przemytników, ale trafiają do państwowych przedsiębiorstw na Białorusi. W całym systemie kluczową rolę odgrywa Majid Qaisi, 60-letni konsul iracki w Mińsku.

Jako właściciel biura podróży Kajsí oferuje Irakijczykom relaksujący pobyt na Białorusi. Obejmuje kilkudniowe polowania w białoruskich lasach, wizyty w muzeach i aquaparku, czy zakupy w stolicy Mińska. Klienci nie kupują ani nie chodzą do lasu – płacą tylko pośrednikom, którzy zabierają ich na granicę i próbują wjechać do Unii Europejskiej.

Dowodem na to były dokumenty uzyskane przez dziennikarzy bezpośrednio w drodze do granicy. 16-stronicowy folder formatu A4 znaleźli w nim wolontariusze Granicy non-profit pomagający uchodźcom, którzy utknęli na leśnej drodze między Polską a Białorusią. Tam ludzie przetrwają trudne warunki i za wszelką cenę będą próbowali dostać się do Polski, Białorusini nie pozwolą im wrócić.

Tysiące dolarów za rzekomo zastrzelonego jelenia

Wolontariusze przekazali dokumenty dziennikarzom. Zawierały informacje od kilkudziesięciu osób, które skorzystały z usług społeczeństwa białoruskiego, aby przedostać się z Europy do Libanu i Syrii. Dokumenty zawierają wykazy pasażerów lotniczych oraz wykazy gości hotelowych. Wśród nich jest umowa na pobyt 56 turystów z Bliskiego Wschodu w Mińsku.

„Czy ci ludzie naprawdę chodzili do muzeów w Mińsku? Dlaczego te dokumenty znaleziono na głównym szlaku przemytniczym do granicy?”

Dzięki dokumentom odnaleźli wspomniany Kajsín. Jest właścicielem Grupy Belir w Mińsku. Biznesmen i dyplomata, który na co dzień uczestniczy w rozmowach dyplomatycznych na wysokim szczeblu i jednocześnie broni interesów Białorusi w Bagdadzie, reprezentuje również irackie linie lotnicze na Białorusi. W Mińsku, gdzie mieszka od 22 lat, wraz z rodziną jest właścicielem kilku firm i drogich nieruchomości.

W październiku jego firma podpisała kontrakt z obywatelem Syrii na polowanie dla gości zagranicznych. Drugi nocleg miał odbyć się w pobliżu Ośrodka Wypoczynkowego Bielyj Łość, a drugi w Gospodarstwie Nerman. Obie nieruchomości należą do firmy tytoniowej Nerman w Grodnie.

Nerman jest największym producentem wyrobów tytoniowych w kraju, a Amerykanie wpisali firmę na listę sankcyjną, ponieważ informuje ludzi w pobliżu białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenki. Stany Zjednoczone mają dowody na to, że firma przemyca papierosy do Europy na korzyść Łukaszenki.

Zgodnie z umową Belir Group, polowania muszą mieć minimum 58 uczestników, każdy kosztujący 430 USD (mniej niż 10 000 SEK). Jednak organizatorzy „polowania” ustalili też cenniki za strzelanie do różnych gier – np. 2300 dolarów za jelenia, a nawet pięć tysięcy dolarów za jelenia.

Praktycznie niemożliwe jest ustalenie, ile sztuk wystrzelili domniemani turyści – na konto białoruskiej firmy migranci z Bliskiego Wschodu mogą wpłacać dowolne sumy wymagane przez przemytników.

Fikcyjna podróż składała się z trzech dni polowań, potem Irakijczycy, Syryjczycy czy Libańczycy czekali na kolejny program – nocleg w hotelu ze śniadaniem, zwiedzanie muzeów, park wodny i zakupy. Ale to wszystko było fikcją – zamiast radości migranci zostali wywiezieni bezpośrednio na granicę, dowiedzieli się reporterzy.

Inwestycja została uruchomiona w drugiej połowie ubiegłego tygodnia, ale władze po obu stronach granicy nadal milczą. „Nie otrzymaliśmy odpowiedzi od władz białoruskich ani polskich” – powiedział Redaktor naczelny Cieśla, że ​​nad artykułem pracowało 6-7 osób, w tym dziennikarze białoruscy na emigracji.

Czego jeszcze chcieliby Białorusini?

Dyplomata Kaisi, blisko związany z MSZ Białorusi, również chętnie bierze udział w działaniach propagandowych reżimu Łukaszenki. Kiedy w sierpniu na granicy litewsko-białoruskiej zginął młody Irakijczyk, następnego dnia Białorusini przewieźli jego rodzinę z Iraku do Mińska. Człowiekiem, który szedł za nim na lotnisko, był Kaisi.

„Mam dużo szacunku do prezydenta”. Wiem, że jak pójdę spać, nikt nie obrabuje mojego domu. Czego jeszcze ludzie chcą? „Powiedział Aleksandrowi Łukaszence przeciwko dyktaturze, że Białorusini protestują od wyborów prezydenckich w sierpniu 2020 roku.

Jedną z linii lotniczych reprezentowanych przez Kaisi jest syryjska linia lotnicza Cham Wings, która jest blisko ludzi z otoczenia prezydenta Baszara al-Assada.

W swojej flocie ma tylko trzy samoloty, ale jest dobrze znany na Zachodzie – pięć lat temu znalazł się na amerykańskiej liście nielegalnych sankcji za broń. Reuters donosi również, że rosyjscy wagnerowie (prywatna armia używana za granicą przez Rosję oskarżona o zbrodnie wojenne) wydzierżawiły swoje samoloty do transportu najemników do Syrii.

Cham Wings zorganizował rezerwacje grupowe na wycieczki Belir Group. Od września wykonał 29 lotów z Damaszku do Mińska.

Łukaszenka nie działa sam, za nim stoi Rosja

Reporterzy namierzyli również jednego mężczyznę, który opisał im rzekomą wycieczkę turystyczną: Nie było ani słowa o rozpoczęciu podróży, a syryjski Rajid był w drodze prosto do granicy. Nie udało mu się jednak jej przekroczyć i ostatecznie trafił do szpitala z psem ugryzionym w głowę – na pamiątkę spotkania z polską strażą graniczną. Za całą podróż zapłacił siedem tysięcy dolarów.

– Będziemy kontynuować nasze śledztwo. Nie sądzę, żeby szybko się ono skończyło. Wręcz przeciwnie, problem pozostanie z nami na zawsze i wiemy, że reżim Łukaszenki poradzi sobie jeszcze gorzej – mówi redaktor naczelny Cieśli .

Zaznacza, że ​​nie chodzi tylko o Łukaszenkę: „My, Polacy, mamy trochę obsesji na punkcie Rosji, ale jasne jest, że Łukaszenka nie działa sam” – przypomina bliskie związki białoruskiego reżimu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Jednak polski dziennikarz jest przekonany, że „brud” w końcu pojawi się po polskiej stronie granicy. „Rząd chce zbudować mur na granicy. Chciałbym wiedzieć, skąd pochodzą pieniądze” – mówi, przypominając, że zerowa reakcja polskich władz na artykuł na prowadzonym przez niego serwerze była typowa dla obecnej polskiej rząd.

Rząd, który chciał wysłać w te rejony 150 żołnierzy, postanowił w zeszłym tygodniu pomóc polskiemu rządowi w pilnowaniu granicy. Ostatecznie jednak Polacy odmówili pomocy (więcej tutaj), twierdząc, że sytuacja się ustabilizowała.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.