Polacy litują się nad migrantami, chcą pomagać, ale nie otwierając granic

Aktualizacje: 18.11.2021 09:10
Opublikowany:

Hajnówka / Sokólka (Polska) – Do ćwierć miliona koron. To koszt migranta, który aspiruje do podróży z Bliskiego Wschodu przez Białoruś do upragnionych Niemiec. Ale za swoje pieniądze nie ma gwarancji, że rzeczywiście dotrze do celu. Tysiące uchodźców cierpiących z powodu zimna w białoruskich lasach w pobliżu granic Polski lub Litwy mogłoby to powiedzieć, mówi brodaty Polak, który dobrze zna sytuację i nie chce być wymieniany. Twierdzi jednak, że ta trasa migracyjna wraz z grupą kolegów została szczegółowo opisana. „Białoruskie biura podróży bardzo na tym skorzystały” – powiedział ČTK.

„Jeśli ktoś potrzebuje jedzenia i schronienia, to zawsze je będzie miał. Polacy nigdy nie odmówią pomocy” – powiedział Paweł Miklasz, burmistrz wsi Kuźnica na przejściu granicznym z Białorusią o tej samej nazwie, które zostało zamknięte przez Polaków. władze po setkach i tysiącach migrantów, którzy tu wyjechali. „Żałujemy uchodźcom, ale widzimy, że nie wszyscy są biedni. Nie podoba nam się to, że rzucają kamieniami i kijami w naszą policję, straż graniczną i wojsko, że stosują przemoc. To nie powinno mieć miejsca” dodany. powiedział ČTK. „(Przywódca Białorusi Aleksander) Łukaszenka ich zaprosił, więc niech zajmie się swoimi gośćmi” – powiedział.

W samej wsi, położonej tak blisko granicy, że znajduje się w niej stan wyjątkowy, „nic poważnego się nie dzieje”, „jest spokój” i „życie toczy się dalej”, zapewnia burmistrz.

Dziennikarze, obrońcy praw człowieka i pracownicy pomocy nie mają wstępu w stanie wyjątkowym, więc media po stronie polskiej są uzależnione od informacji i oświadczeń władz. Polityka polskiego rządu budzi krytykę, zwłaszcza że sprawia wrażenie, że strona polska ma coś do ukrycia, a Łukaszenka uwolnił dziennikarzy od mediów zachodnich. Choć premier Mateusz Morawiecki przyznaje, że Warszawa ma do czynienia z dwoma rodzajami broni w wojnie hybrydowej z Mińskiem, migrantami i dezinformacją, broni dotychczasowego podejścia. Odnosi się także do wojny w Wietnamie, którą Amerykanie rzekomo przegrali z własnymi mediami.

– Żal mi ludzi, ale nie pozwoliłbym im pojechać do Polski. Zgadzam się z premierem – mówi młody Polak na stacji benzynowej w drodze z Polski do wschodniego miasta Białegostoku. – Niech tylko przyjadą do Polski, ale z wizami. Jak ludzie cywilizowani – dodaje Jacek, który zarabia na życie goszcząc turystów na wsiach wschodniej Polski. – To, co się dzieje z uchodźcami, to straszne. Ale bałabym się ich wpuścić. To sytuacja, z której nie ma wyjścia – mówi Monika, która swoim vanem jeździ po rynku wschodniej Polski.

Jeszcze bardziej zdecydowany ton nadają pierwsze strony prorządowych gazet, które groźbę napływu migrantów opisują jako „atak na Polskę”. A Polska oczywiście na „ostatniej linii obrony”, jak mówi poniższy tytuł, broni nie tylko siebie, ale i całej Europy przed najeźdźcami ze Wschodu. Jak król Jan Sobiesky, który wypędził Turków z Wiednia.

Paradoksalnie to właśnie od czasów tego króla osiadła tu od ponad trzech stuleci społeczność muzułmańska, Tatarzy Lipkowie, śledzi jego instalację w Polsce. Nawet w tak katolickim kraju udało im się zachować wiarę. Obecnie w Polsce mieszka jeszcze około dwóch tysięcy osób. Kilka rodzin nadal mieszka na ziemiach przodków we wschodniej polskiej wsi Bohoniki, która szczyci się XVIII-wiecznym drewnianym meczetem, jak wskazują lokalne przewodniki.

To tutaj, na miejscowym cmentarzu muzułmańskim, pochowano w poniedziałek 19-letniego Syryjczyka, który stracił życie w drodze do lepszego życia.

„W tym tygodniu odbędzie się kolejny pogrzeb, wciąż czekam na szczegóły z irackiej ambasady” – powiedział Maciej Szczesnowicz, który kieruje społecznością muzułmańską. „Obawiam się, że ten pogrzeb nie będzie ostatnim. Noce są zimne i ludzie nie mogą tego znieść” – powiedział CTK.

Jak zaznacza, miejscowi muzułmanie pomagają „nie tylko zmarłym, ale i żywym”, nie tylko zbierając żywność i ubrania dla migrantów, ale także gotując zupę dla żołnierzy strzegących granicy.Polska w coraz chłodniejszej pogodzie.

„Jesteśmy moralnie podzieleni. Na pewno musimy zachować ludzkość, ale z drugiej strony państwo jest zobowiązane do ochrony granic, które są granicami Polski i UE” – mówi polski dylemat Ewa Kulikowska, burmistrz Bohonika. „Wielka polityka powinna zakończyć się dyplomacją. Wszędzie są ludzie, którzy po prostu chcą żyć w pokoju i nie chcą żadnej przemocy. Od tego czasu są rządy, które wspólnie działają na rzecz pokoju i spokoju” – powiedział.

Polska Białoruś migracja

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.