Nie chcesz się układać, poskarżył się polski premier do Babiš

W czwartek w Pradze rozpocznie się kolejna runda rozmów między Czechami a Polską w sprawie granicznej kopalni węgla brunatnego Turów. Oba kraje starają się uzgodnić treść umowy międzynarodowej, która określi warunki dalszego wydobycia polskiego węgla. Podpisując go, Praga uzależniła odrzucenie europejskiego pozwu przeciwko Warszawie. Jak jednak dowiedział się dziennik Aktuálně, strona polska wątpi w to, czy Czesi chcą dojść do porozumienia.

Wątpliwości wyraził bezpośrednio premier Polski Mateusz Morawiecki podczas spotkania z premierem Republiki Czeskiej w Katowicach w ostatnim dniu czerwca. Andrej Babiś (TAK). Obaj politycy udali się tam na spotkanie przywódców czterech krajów wyszehradzkich. Według ustaleń dziennika Aktuálně.cz strona polska skarżyła się premierowi Babišowi, że Czesi wielokrotnie powracali do rzekomo już zamkniętych aspektów porozumienia.

Negocjowany dokument powinien: Polska zobowiązanie się przyczynić do zaopatrzenia w wodę pitną obszarów wokół Frýdlantu, Hrádku nad Nisou i Uhelná na Liberecku, które według władz czeskich są zagrożone wydobyciem węgla w Turowie. Mieszkańcy obawiają się również hałasu i kurzu, dlatego górnicy powinni otwarcie dzielić się informacjami o rzeczywistych skutkach wydobycia oraz o tym, jak skutecznie im zapobiegają, na podstawie porozumienia.

Polska kopalnia węgla brunatnego Turów. | Zdjęcie: Jakub Plihal

Polska grupa energetyczna PGE może działać w Turowie do 2044 r. I dlatego pojawiły się spory międzynarodowe. Kopalnia i pobliska elektrownia węglowa znajdują się na wąskim cyplu na terenie Polski. Jednak od południa i wschodu jego księżycowy krajobraz otacza Liberec, a od zachodu niemiecka Saksonia. Jeśli dotychczasowe plany wydobywcze zostaną w pełni zrealizowane, kopalnia zbliży się do Czech na odległość zaledwie kilkudziesięciu metrów.

Na konferencji prasowej w połowie czerwca, kiedy polski minister środowiska Michał Kurtyka przybył do Pragi specjalnie dla Turowa, przedstawiciele obu rządów potwierdzili przed kamerami telewizyjnymi, że celem jest „pogodzenie interesów” i osiągnięcie porozumienia. Ale teraz polscy negocjatorzy mają problem ze stanowiskiem Pragi. Narzekają, że niesłusznie przypisuje wszystkie negatywne skutki środowiskowe wokół Turowa górnictwo, za które żąda od Polski nieproporcjonalnej rekompensaty finansowej. Według wcześniejszych oświadczeń Sekretarza Środowiska Richarda Brabce (TAK) ma sięgnąć 1,3 mld koron, głównie dla wspomnianych zasobów wodnych.

Polska nie wierzy też, że sprawa zostanie rozwiązana dla strony czeskiej poprzez zawarcie umowy międzynarodowej. Warszawscy negocjatorzy obawiają się, że nawet jeśli dojdzie do porozumienia, Praga znów będzie narzekać na Turowa w Brukseli. Czechy złożyły skargę do trybunału UE w lutym tego roku, w szczególności zarzucając, że polskie władze nie przeprowadziły prawidłowo oceny oddziaływania kopalni na środowisko. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał wstrzymanie wydobycia, czego Polska odmówiła. Czechy zwróciły się następnie do sądu o nałożenie grzywny w wysokości poniżej 130 milionów koron za każdy dzień kontynuowania wydobycia. Jednak sankcja nie została jeszcze zastosowana.

Negocjacje w sprawie dwustronnej umowy, której podpisanie powinno doprowadzić do cofnięcia pozwu, uniknięcia groźby kar i pogodzenia wzajemnych stosunków, zostały niespodziewanie zawieszone zaledwie na kilka dni przed spotkaniem Babisza i Morawieckiego w Katowicach. Na prośbę dziennika Aktuálněcz prowadzące negocjacje czeskie Ministerstwo Środowiska potwierdziło, że stało się to na wniosek strony polskiej. „Poświęcił czas na przestudiowanie naszych propozycji niektórych przepisów, a jednocześnie obiecał przesłać swoim propozycjom tekst kompromisowy przepisów, z którymi ma problem w projekcie wspólnego porozumienia” – powiedział Ondřej.Charvát ze służby prasowej ministerstwa .

Ale jak odkrył polski dziennik Dziennik Prawnyktórzy również zgłaszali wątpliwości interpretowane bezpośrednio na szczeblu premiera, tamtejsi negocjatorzy inaczej rozumieją sytuację.

„Osoba bliska premiera (Morawieckiego) mówi, że Czesi przyznali, że na ich postęp w pewnym stopniu wpływa trwająca kampania wyborcza i rosnące znaczenie kwestii środowiskowych w społeczeństwie” – pisze polska gazeta. Według źródła ścisłych negocjacji, do którego odwołuje się Gazeta Prawna, delegacja czeska zdaje sobie sprawę, że jej żądania wobec Turowa są „przesadzone” i dlatego uzasadnia je kampanią „złagodzenia napięć”. Skutek jest taki, że Polacy wątpią, że spór zostanie w jakikolwiek sposób rozwiązany przed październikowymi wyborami parlamentarnymi w Czechach.

Gubernator Kraju Libereckiego Martin Půta, który również uczestniczy w większości spotkań, również wyraża swoje rozczarowanie dotychczasowymi przebiegami negocjacji. – Moim zdaniem delegacja polska najpierw pomyślała, że ​​przyślą nam pieniądze i że wszystko będzie dobrze. A teraz staramy się im wytłumaczyć, że tak nie jest – tłumaczy.

Żaden z graczy nie chce mówić szczegółowo o konkretnych aspektach umowy – czyli warunkach, na jakich Czechy wycofają pozew. Według Půty projekt umowy jest napisany „zrównoważony”. „Ale istnieje zasadnicza różnica zdań co do podstawowego stanowiska obu stron. Polacy uważają, że chcemy od nich czegoś, co do nas nie należy. Jeśli tego nie wyjaśnimy, negocjacje prawdopodobnie będą trwały w nieskończoność” – dodaje wojewoda libereckiego. .

Wracając do negocjacji, Warszawa wciąż czeka na ostateczny werdykt Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Jego zawieszenie nakazu wydobycia ma charakter wstępny, a dzienna grzywna proponowana przez Republikę Czeską również go dotyczy. Forma ostatecznej decyzji jest nadal nieznana.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.