Migranci płacą swoim władzom drogę do polskiej granicy – mówią działacze

Aktualizacje: 19.11.2021 16:10
Opublikowany:

Hajnówka / Sokólka (Polska) – Uwolnij się od możliwości wydostania się z piekła. Nawet sprzedaż narządów za gotówkę jest ceną, jaką niektórzy migranci płacą za podróż do Europy, mówi grupa działaczy organizacji pozarządowych, którzy próbują pomóc migrantom utkniętym na granicy polsko-białoruskiej. „Często spotykamy w lesie wycieńczonych ludzi, często bitych przez żołnierzy i często wypędzanych z granicy przez obie strony. Wielu z nich musiało sprzedać swoje narządy, aby zebrać pieniądze na podróż do Europy”. piszą aktywiści tacy jak No Borders Team w sieci społecznościowej Telegram. „Kiedy ci ludzie w końcu dotrą do granicy, jedyne, co zobaczą od żołnierzy, to pałki, gaz łzawiący i armatki wodne” – dodali.

Twierdzenia aktywistów są trudne do zweryfikowania, mimo że gazeta je popiera zdjęcie ciało z blizną po operacji. Na pograniczu Polski panuje stan wyjątkowy, więc dziennikarze, obrońcy praw człowieka i organizacje humanitarne nie mają tu wstępu.

„Uważam to za ogromny błąd polskiego rządu” – mówi polski dziennikarz, który nie chce być wymieniany, ponieważ nie jest upoważniony do przeprowadzania wywiadów z innymi mediami. „Rząd twierdzi, że prasa zakazuje wstępu do strefy przygranicznej w trosce o bezpieczeństwo dziennikarzy, ale nie mogę się z tym zgodzić. W końcu dziennikarze pracują także na polach bitew. Państwo polskie zrobiło więc wszystko, aby ich uwolnić. A teraz ten sam stan zabrania nam pracować w domu? On jest wściekły. „Problem nie polega na tym, że wojsko pilnuje teraz granicy. Problem w tym, że tu na granicy giną ludzie. Zwłoki to rzeczywistość, która tak po prostu nie zniknie” – dodał.

Nie ma odwagi oszacować długofalowych skutków tej sytuacji dla opinii publicznej, która obecnie głównie popiera podejście rządu „przepraszam, ale nie otworzymy granicy dla migrantów”, podczas gdy opozycja raczej milczy niż wymyśla mnóstwo pomysłów dotyczących podejść i podejść alternatywnych. .

Polskie media doniosły już o kilkunastu uchodźcach, którzy zginęli na granicy polsko-białoruskiej w drodze do lepszego życia.

„Kilka godzin jazdy od naszego domu, głodni, spragnieni i zmarznięci ludzie, w tym małe dzieci, są zmuszeni wędrować po lasach. Śmiertelność rośnie, inne życia są zagrożone” – powiedziała grupa polskich organizacji pozarządowych, takich jak Polska. Akcja Humanitarna, Medycyna na granicy, Klub Wywiadu Katolickiego KIK, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Ocalenie czy Grupa Granica, które starają się dotrzeć do społeczeństwa poprzez uruchomienie programu „Ratujmy ludzi na granicy!” Wieś. „Nie możemy bezkrytycznie rozważać cierpienia tych ludzi. Bez względu na przyczyny migracji, sytuację polityczną, przekonania religijne, najważniejsze jest teraz ratowanie zdrowia i życia innych.

Kampania rozważa np. sobotnią demonstrację w Warszawie. Celem jest wyrażenie zaniepokojenia „oszukanymi, zdesperowanymi i zrozpaczonymi uchodźcami, którzy zostali uwięzieni przez tygodnie i miesiące w śmiertelnej pułapce między Polską a Białorusią, za milczącą zgodą innych krajów europejskich”. Migranci przybyli do Mińska z powodu manipulacji i oszustw białoruskiego reżimu, obietnicy życia i oszczędności, a teraz ukrywają się w przygranicznych lasach, zabijani i popychani z obu stron, mówią inicjatorzy kampanii.

Jeszcze tego samego dnia ma się odbyć kolejny protest w miejscowości Hajnówka we wschodniej Polsce, aby zwrócić uwagę opinii publicznej na trudną sytuację matek i dzieci wśród migrantów.

W drodze z Hajnówki do granicy białoruskiej na poboczu stoi bilbord z napisem „Dziękuję za ochronę granicy”.

– Mamy tu wolontariuszy, którzy pomagają żołnierzom i pogranicznikom. To oddolna inicjatywa – powiedział ČTK Białorusinowi z Kuźnicy-Bruży Piotr Romanowicz, sekretarz ratusza w Sokólce, niedaleko polsko-polskiego przejścia granicznego. Polskie władze zamknęły go po tym, jak zmierzały do ​​niego setki migrantów, chcących przedostać się z Białorusi do Polski i dalej do Unii Europejskiej. „Strefa przygraniczna jest zamknięta. Dowiadujemy się, co się tam dzieje w telewizji i radiu. Ludzie się martwią. Nie wiedzą, jak długo to potrwa i jak będzie. Wszystkie samochody z migającymi światłami i trąbiącymi syrenami przejeżdżają przez nas do granicy i robi to dość niepokojące wrażenie – przyznaje. I jednym tchem podkreśla determinację państwa polskiego do zachowania granic i chęć pomocy miejscowej ludności, gdy uchodźca zbliża się do ich progu.

„Nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy takiej sytuacji, to pierwszy raz” – powiedział Romanowicz. „Władze białoruskie przepychają uchodźców przez granicę. Gdyby było odwrotnie i grupa Polaków spięła się na Białoruś, od razu zostaliby zamknięci. I bardzo prawdopodobne, że popłynęłaby krew” – powiedział. . Jeszcze do niedawna granica polsko-białoruska działała inaczej: mieszkańcy pogranicza mogli jechać do sąsiadów bez wizy, były wspólne projekty i wspólna ścieżka rowerowa. Ale według sekretarza wszystko zmieniło się po wyborach w sierpniu zeszłego roku, po których nastąpiły demonstracje przeciwko autorytarnemu reżimowi Aleksandra Łukaszenki. – Wiemy, że chcą ukarać Polskę za wspieranie białoruskiej opozycji – mówi Romanowicz.

Według wyników ostatnich wyborów, wschodnia Polska, w której rozgrywa się dramat, jest ostoją rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS), która w ostatnich latach zainwestowała także miliardy środków unijnych w poprawę sytuacji. . lat. Na pierwszy rzut oka świadczą o tym również z czeskiego punktu widzenia niesamowicie doskonałe drogi, które często graniczą z zadbanymi ścieżkami rowerowymi. Ale miejscowi często machają komplementami i wolą konkurować cenami w sklepach, które podobno rosną z dnia na dzień. „Tu nie ma prawdziwej pracy, młodzi ludzie uciekają” – narzeka sprzedawczyni w Hajnówce.

Polska Białoruś migracja

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.