Mgła wokół porozumienia Turów. Polska uważa, że ​​jest gotowa, Czechy vice versa

Od Specjalnego Sprawozdawcy w Warszawie.

Jak w „czeskim filmie”, gdzie nikt nic nie wie. Z odrobiną przesady to polskie przysłowie najłatwiej byłoby chyba opisać wynik wznowionych negocjacji w sprawie polskiej kopalni węgla brunatnego Turów.

O czesko-polskim sporze, który najbardziej zaciążył na wzajemnych stosunkach w ostatnich dziesięcioleciach, do wtorku wieczorem w Warszawie dyskutowały minister środowiska Anna Hubáčková (nie dla KDU-ČSL) i Anna Moskwová.

Rozmowa między czterookimi politykami przeciągnęła się nieplanowo przez pięć godzin, a ostatecznie nie doszło do spotkania delegacji – Czecha przeszkolił też gubernator obwodu libereckiego Martin Puta (SLK). Moskwová poprosiła o spotkanie tylko z udziałem ministrów. Politycy po raz pierwszy rozmawiali wspólnie o Turowie.

Rozmowy czesko-polskie rozpoczęły się latem ubiegłego roku i zakończyły fiaskiem na krótko przed czeskimi wyborami parlamentarnymi. Obie strony nie zgodziły się co do końcowych punktów projektu umowy międzyrządowej, która powinna zakończyć spór. Ekspansja górnictwa w Turowie w ubiegłym roku w Polsce pozwoliła, bez względu na sprzeciw sąsiadów, na utratę wód gruntowych, pyłów i hałasu. Czechy w lutym skonfiskowały Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Polski minister ma gotową umowę

Szef polskiego resortu Moskwová określiła wtorkowe rozmowy jako „bardzo owocne i konstruktywne”. „W porównaniu z wcześniejszymi ustaleniami widzimy dużą różnicę w podejściu rządu premiera Petra Fiali” – powiedział konserwatywny polityk podczas briefingu bez zadawania pytań dziennikarzom. Mówi się, że ministrowie punkt po punkcie przeanalizowali projekt umowy i uzgodnili „ostateczne porozumienie”.

„Z naszej strony umowy są skończone” – dodała Moskwová, dodając, że Hubáčková powinna omówić sprawę „po jego stronie na wyższym szczeblu”.

Polska kopalnia węgla brunatnego Turów. W tle tytułowa elektrownia.

Minister Hubáčková powiedziała na briefingu, że z wtorkowego spotkania nie sporządzono protokołu, a na prośbę Moskwy uznała wywiad za poufny. Spotkanie określiła jako „bardzo otwarte i realistyczne”, ale kiedy doszło do konkluzji spotkania, wypowiadała się nieco innym tonem niż jej polski kolega.

Niektóre rzeczy są nadal otwarte, mówi Hubáčková

Po odprawie Hubáčková odpowiedziała na pytania czeskich mediów, że pozostała na „czeskich stanowiskach zgłoszonych 30 września”. Oznacza to między innymi żądanie 45 mln euro rekompensaty ze strony Polski za negatywny wpływ górnictwa na czeskie środowisko, a także zobowiązanie do monitorowania wydobycia i jego skutków.

„Fakt, że nie ogłosiliśmy porozumienia, świadczy o tym, że pewne sprawy pozostają otwarte” – dodała Hubáčková do wyników negocjacji. Nie chciała być bardziej szczegółowa, ale wskazała, że ​​strona polska zgłosiła nowe propozycje. Strona czeska nie miała nowych żądań.

Obaj ministrowie omówią ją telefonicznie po środowym posiedzeniu czeskiego rządu. Jednak nie jest jeszcze jasne, czy gabinet Fiala zajmie się tą sprawą, ponieważ Praga musi poczekać na oficjalne podsumowanie nowych polskich propozycji.

Krytyka umowy Republiki Czeskiej

Projekt czesko-polskiego porozumienia, który był na stole zeszłej jesieni, jest krytykowany przez niektóre czeskie organizacje ekologiczne i część ludności zainteresowanych gmin w regionie libereckim. „Porozumienie reguluje wymóg dodatkowych nie zmniejszających się poziomów w innej warstwie podziemnej, która nie jest wykorzystywana do zaopatrzenia w wodę pitną i która, zgodnie z dostępnymi danymi, obecnie odprowadza tylko niewielką część przepływu całkowitej wody na terytorium Czech „, deklaracja Razem dla platformy wodnej, zrzeszającej około dwudziestu organizacji. Według platformy umowa w obecnym brzmieniu nie będzie chroniła czeskiej wody i praktycznie chodzi o zgodę na odwodnienie własnego terytorium w zamian za środki na wodociągi.

Wynik wtorkowego wieczornego spotkania skrytykowała posłanka koalicji pirackiej Klára Kocmanová. „Minister Anna Hubáčková wraca z negocjacji w sprawie Turowa z pustymi rękami. Tymczasem koparki górnicze zbliżają się do granicy czeskiej i woda u nas znika. Przepraszam, rząd musi się trzymać razem. Nie damy się szantażowi, prawo jest wyraźnie po stronie ludzi, a nie po stronie nieletniego z niewłaściwą licencją” – napisał polityk na Twitterze.

Pierwsze spotkanie odbyło się w Warszawie

Rozmowy czesko-polskie zostały wznowione we wtorek po ponad dwóch miesiącach. Tym razem jednak nie było to jak poprzednio w Pradze, ale w Warszawie. Miał to być znak pomocy ze strony czeskiej – w środę czescy negocjatorzy po raz pierwszy zaatakowali polskich negocjatorów z powodu Turowa. Przed negocjacjami starano się, aby Praga nie była przedstawiana jako przeciwnik porozumienia, ale jako partner otwarty na kompromis.

Jednak przed kolejną rundą negocjacji strona czeska wyraziła nieufność wobec polskich negocjatorów ze względu na rządy prawa w kraju i niezastosowanie się do orzeczenia prejudycjalnego Trybunału Sprawiedliwości UE.

Chociaż sąd nakazał wstrzymanie wydobycia w Polsce w maju ubiegłego roku, wydobycie trwa nadal w kopalni Turów na polskim krańcu między terytorium Czech i Niemiec. Warszawa ignoruje środki sądu, a rząd postanowił nie płacić pół miliona euro dziennie grzywny, którą nałożył na nią unijny sąd za nieprzestrzeganie. Od września wyniosła ponad 60 milionów euro, w przeliczeniu na ponad 1,5 miliarda koron.

Kara powinna trafić do budżetu UE. Ponieważ Polska nie zamierza jej płacić nawet po wielokrotnych wezwaniach Komisji Europejskiej, UE wycofa środki przeznaczone dla Polski.

Moskwová „to” nevytáhla

W dniach poprzedzających rozmowy warszawskie w polskich mediach pojawiły się także doniesienia o nowych postawach w polskiej partii, oparte na anonimowych źródłach bliskich zespołowi negocjacyjnemu. Na przykład Denik Gazeta Prawna napisał w zeszłym tygodniu, że Warszawa jest gotowa zapłacić Czechom odszkodowanie za utratę wód gruntowych nie 45 mln euro, ale tylko 25. W przeliczeniu na około 1,1 mld koron, tylko 607 mln.

W poniedziałek na serwerze Business Insider pojawił się raport o „polskim asie w rękawie”, który ma być sytuacją wokół czeskiej kopalni ČSM przy granicy z Polską. Głębinowa kopalnia węgla ČSM nadal działałaby bez konsultacji transgranicznych i bez uwzględniania uwag ze strony polskiej.

Czeskie Ministerstwo Środowiska odpowiedziało na listę pytań, że wszystko było zgodne z ustawodawstwem czeskim i europejskim. „Wszystkie prace w kopalni ČSM prowadzone są w takim zakresie, pojemności i lokalizacji, które zostały poddane międzynarodowej ocenie na podstawie ustawy o ocenach oddziaływania na środowisko, w tym konsultacjach, w których strona polska aktywnie uczestniczyła” – napisał rzecznik KWP Ondřej Charvát Ministerstwo Środowiska. Dodatkowo wydobycie w kopalni ma się zakończyć w tym lub najpóźniej na początku przyszłego roku.

Według Business Insidera sprawa ČSM ma na celu podważenie wiarygodności czeskiego rządu przed rozpatrującym spór o Turowa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i zmuszenie go do szybkiego podpisania porozumienia z Polską. Minister Hubáčková odrzuciła taką wersję i przed lotem do Warszawy powiedziała dziennikarzom, że sprawa nie ma związku z Turowem.

„Minister (Anna Moskwa, przyp. red.) powiedziała mi, że nigdy w ogóle nie myśleli w tym kierunku i to nie była ich inicjatywa – dodała Hubáčková po spotkaniu w Warszawie o kopalni ČSM. Strona polska nawet nie rozmawiała o arbitrażu.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.