Firmy stoją w obliczu exodusu Ukraińców. W grze istnieje ogólne wybaczenie za „nielegalne” i wyższe limity

Około 30 000 Ukraińców opuściło już narodowe firmy, by walczyć w swoim rodzinnym kraju, gdzie Rosja toczyła wojnę. Izba Handlowa uważa, że ​​amnestia dla ukraińskich nielegalnych imigrantów, którzy nie płacą tu danin, a płacą teraz tylko symboliczną sumę, wypełniłaby pustkę po tych ludziach. Ale państwo jest sceptycznie nastawione do tej propozycji. Stawką jest również zwiększenie kwot dla migrantów.

Eva Svobodová, dyrektor generalna Stowarzyszenia Małych i Średnich Przedsiębiorstw i Freelancerów, powiedziała dziennikowi internetowemu Aktuálně.cz, że propozycja amnestii pochodziła od tego stowarzyszenia. Wśród najbardziej dotkniętych exodusem Ukraińców są mali przedsiębiorcy.

Środek polegałby na tym, że Ukraińcy, którzy pracują nielegalnie w Czechach i nie płacą składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, zwróciliby jedynie częściową, symboliczną kwotę. Mogli w ten sposób zalegalizować swój pobyt i pracę bez kary, a biorąc pod uwagę obecną trudną sytuację, nie groziłoby im wydalenie. Jednocześnie jednak powinni natychmiast zarejestrować się do płacenia składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne.

„Mówimy o szarej strefie, do której w Czechach wpadli obywatele ukraińscy, którzy albo nie mają, albo utracili pozwolenie na pobyt (a powinni wyjechać na Ukrainę w stanie wojny) albo pracują tu na podstawie pozwolenia, z których część jest sprzeczna z czeskim prawem, czego przykładem są tzw. polskie wizy” – powiedział Miroslav Diro, rzecznik Izby Handlowej (HK), który miałby celować w ten środek.

Co roku wielu Ukraińców przyjeżdża do Czech z polskimi wizami, ale w Czechach nie obowiązują.

Wiceprzewodniczący Izby Tomáš Prouza opisuje amnestię jako dobry pomysł, który, jak mówi, pomógłby wielu ludziom. Na początku marca prezydent Hongkongu Vladimír Dlouhý wysłał list do ministra pracy i spraw społecznych Mariana Jurečka (KDU-ČSL), w którym przedstawił propozycję.

„Rozwiązanie nielegalnego statusu pracowników w wielu przypadkach pomogłoby w zjednoczeniu rodzin, które w przeciwnym razie nie byłyby w stanie schronić się w Czechach przed wojną. Większość z tych nielegalnych pracowników w kraju ma pracę i może opiekować się członkami rodziny. To było w szarej strefie nielegalnego zatrudnienia” – wyjaśnił Dlouhy w liście.

Według Izby Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych nie ustosunkowało się do tej propozycji. Ponadto Svobodová podkreśliła, że ​​jednocześnie należy zakotwiczyć amnestię dla firm, dla których Ukraińcy pracowali nielegalnie.

„Jest bardzo szczupła. Nie wiem, czy Ministerstwo Pracy zobowiązałoby się, że nie będzie miało wpływu na firmy”, powiedziała Svobodová, mówiąc, że stowarzyszenia przedsiębiorców nie złożyły jeszcze formalnego wniosku do ministerstwa.

Sceptycy Swobody potwierdzają słowa Jakuba Augusty, rzecznika Ministerstwa Pracy i Spraw Socjalnych. Powiedział dziennikowi internetowemu Aktuálně.cz, że państwo poprze ten środek tylko wtedy, gdy firmy zapłaci wszystkie opłaty za nielegalną siłę pomocniczą. „Jednoznacznie utrzymujemy, że pracodawcy, którzy zezwolili na nielegalną pracę, będą dalej wypełniać swój obowiązek prawny i pokrywać koszty w całości, a nie tylko symbolicznie” – powiedział Augusta.

Więcej Kazachów i Mołdawian

Zdaniem Prouzy w obecnej sytuacji pomogłoby również zwiększenie kwot dla migrantów z innych krajów. Byłoby to jednak rozwiązanie tymczasowe, bo izba chce zagwarantować pracę wszystkim Ukraińcom, którzy chcą wrócić do Czech.

Svobodová opisuje również zwiększenie kwot, które państwo wprowadziłoby w ramach rządowego programu wykwalifikowanych pracowników. „Są to kraje takie jak Kazachstan, Mongolia, Filipiny, Indie, Mołdawia i Serbia. Ale czeskie firmy chciałyby, aby do programu przyłączyły się również inne kraje, takie jak Bułgaria czy Rumunia” – powiedziała.

W podobny sposób widzi to Radek Špicar, wiceprzewodniczący Konfederacji Przemysłu i Transportu, proponując co najmniej dwu-, trzykrotne zwiększenie kwot. Według Diry firmie najbardziej zależy na osobach z Mongolii, Mołdawii czy Kazachstanu.

Rzecznik ministerstwa pracy Augusta powiedział, że państwo chce negocjować niedobór pracowników w czeskich firmach dopiero wtedy, gdy uspokoi się krytyczna sytuacja wokół ukraińskich uchodźców.

„W tej chwili pracujemy głównie nad zapewnieniem ludziom uciekającym przed wojną przynajmniej podstawowych środków do życia. Z naszych informacji wynika, że ​​pracodawcy nie zgłaszają obecnie ekstremalnego exodusu mężczyzn na Ukrainę. Wrócimy do tego tematu jako tak szybko, jak to możliwe, prawdopodobnie w nadchodzących miesiącach” – powiedziała Augusta.

Podobną opinię wyraził również rzecznik Ministerstwa Przemysłu i Handlu David Hluštík. „Dyskusje między ministerstwami a przedstawicielami firm na temat propozycji, które powinny usprawnić zatrudnianie wykwalifikowanych pracowników z zagranicy, takich jak zwiększenie kwot, będą kontynuowane, gdy tylko obecna sytuacja się ustabilizuje” – zadeklarował.

Uszkodzony konstrukt

Według Svobodovej problem firm polega jednak na tym, że wśród ukraińskich uchodźców przybywających do Czech przeważają kobiety. Według niej nie będą reprezentować męskich zawodów w przemyśle czy budownictwie.

Dane z MSW potwierdzają również, że wśród uchodźców są głównie kobiety. Wicepremier i szef spraw wewnętrznych Vít Vítušan (STAN) powiedział w miniony czwartek, że liczba ukraińskich migrantów w tym kraju zbliża się do 200 tys., z czego cztery piąte dorosłych to kobiety. – Nie zastąpią pracowników, którzy wyjeżdżają na Ukrainę – zgadza się Diro.

Izba szacuje, że od początku konfliktu do 30 tys. Ukraińców opuściło przedsiębiorstwa państwowe. Exodus dotknął głównie małe przedsiębiorstwa, aw szczególności sektor budowlany.

Potwierdza to Jiří Nouza, prezes Związku Przedsiębiorców i Budownictwa. „Szacujemy, że w budownictwie pracuje około 20 tysięcy ukraińskich pracowników. Część z nich już wyjechała lub zamierza wyjechać walczyć o ojczyznę, ale dokładne dane są trudne do uzyskania” – zadeklarował.

Vojtěch Kostiha, rzecznik firmy budowlanej Metrostav, również uważa, że ​​Ukraińcy są ważnym filarem krajowego budownictwa, a ich odejście może być problemem dla rynku pracy. Według niego na tym polu pracuje około 20 tysięcy Ukraińców. „I nie wiemy, ilu innych pracowało nielegalnie przy małych konstrukcjach. Nie ma nowych pracowników przyjeżdżających z Ukrainy, aby uzupełnić sytuację” – powiedział.

Bezpośrednio Metrostav nie został jeszcze dotknięty odejściem Ukraińców, ale podwykonawcami, co ostatecznie odczuje firma. „Kontrahenci, którzy mają większość ukraińskich pracowników, nie są w stanie składać nam i gwarantować ofert, dlatego nie możemy składać ofert obejmujących tych dostawców” – wyjaśnił Kostiha.

Ale rzeczniczka Strabag Edita Novotná nie słyszy takich czarnych scenariuszy. – Ukraińscy pracownicy są również zatrudniani przez naszych kontrahentów. Gdyby na dużą skalę mieli wracać do kraju pochodzenia, niewątpliwie dotknęłoby to nas. Ale obecnie nie mamy takich doniesień – powiedział.

Dodała, że ​​niektórzy w czasie konfliktu przebywali na Ukrainie i nie mogli wrócić do Czech z powodu ogłoszonej tam przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego powszechną mobilizację.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.