Dziecko zmarło już na polskiej granicy. „Nie oczekuję, że je wpuszczą” – mówi lekarz

Paulina Bowniková pracuje jako lekarz w szpitalu w Bielsku Podlaskim w północno-wschodniej Polsce, ale od sierpnia jest także wolontariuszką na granicy polsko-białoruskiej. Kiedy musi powiedzieć, ilu uchodźców z Mińska do Polski podało mu rękę, waha się: „Trudno powiedzieć, że ich nie policzę. Ale szacuję, że było ich dziesiątki, może pięćdziesiąt” – powiedział w rozmowie telefonicznej.

Lekarz rozwiązuje różne problemy zdrowotne, najczęściej uchodźcy są odwodnieni i mają problemy z trawieniem. „Nie je normalnego jedzenia, potem wymiotuje. Spotykam też coraz więcej osób, które zostały pobite po białoruskiej stronie. Inni cierpią na różne infekcje, zapalenie płuc, a my mamy kilku pacjentów z koronawirusem. Ci ludzie pochodzą z krajów, w których nie ma zbyt wielu szczepień” – wyjaśnia.

W czwartek pojawił się raport, że roczne dziecko syryjskie zmarło w lesie. O drugiej w nocy polscy ratownicy zostali poinformowani o potrzebie pary syryjskiej. W lesie znaleziono mężczyznę z uszkodzoną ręką i kobietę z ranami kłutymi w nogę, powiedział kelner. Wiadomości Polsatu. Rodzice powiedzieli ratownikom, że dziecko zmarło około miesiąca temu.

– Tak, dziecko zmarło, wiem od pracowników Międzynarodowego Centrum Medycznego w Polsce. Zakładam, że z powodu zimy i suszy – potwierdza szokującą wiadomość p. Bownik. „Tak” – odpowiada krótko na pytanie, czy może potwierdzić informację, że jedna z kobiet na granicy dokonała aborcji.

Uciekł, bo PKK zmusiła go do walki

Na przejściu granicznym w Kuźnicy przebywa obecnie 4000 osób, w większości z Bliskiego Wschodu, które wciąż próbują wejść do Unii Europejskiej. Tylko w czwartek polska Straż Graniczna zarejestrowała 255 nielegalnych firm przekraczających granice.

Polskie siły bezpieczeństwa we wtorek opisały masową próbę przekroczenia granicy, ale w ciągu ostatnich dwóch dni stosunkowo niewielkie grupy ludzi próbowały je pokonać. Według Anny Michalskiej, rzecznika Straży Granicznej, pomagają im w tym białoruskie wojska.

Większość ludzi, którzy stali się narzędziem dyktatora Białorusi Aleksandra Łukaszenki w walce z UE, pochodziła z Iraku. Dr Bownik rozmawiał z wieloma z nich, powody wyjazdu są różne: „Rozmawiałem na przykład z człowiekiem, który został zmuszony do odejścia do walki przez swoich własnych Kurdów. Ludzie z PKK (Kurdyjska Partia Robotnicza, przypis red.) został zmuszony do walki, ale jego życie było zagrożone, więc uciekł z rodziną.”

„Były irackie kobiety, które nie były Kurdami. Mówiły, że od śmierci Saddama Husajna, zanim uciekli do obozu dla uchodźców w Kurdystanie, w kraju toczyły się wojny, bomby i przemoc. Ale były warunki, które uniemożliwiały tam życie. Jedna z kobiet bała się, że jej dziecko tam umrze – mówi lekarz.

Inna Kurdyjka uciekła ze swojej ojczyzny na oczach swojej rodziny. Chciała ją zmusić do małżeństwa, ale młoda kobieta chciała wyjść za kogoś innego. – Został pobity na Białorusi, nie mógł wejść do Unii Europejskiej – dodaje Bownik, który pracuje w Granicy.

Temperatury spadają, ludzie zostają

Około czterystu innych uchodźców, którym rząd iracki wysłał samolot, próbowało w ten sam sposób i zabrało ich do domu, aby złagodzić kryzys humanitarny. „Żałuję, że nie umarłem, a moje ciało zostało odebrane” – cytuje gazeta New York Times Avar Abbas, 30 lat, który wylądował w Irbilu w irackim Kurdystanie.

Za podróż do domu zapłacił 5500 dolarów, gdzie nie widzi już żadnych perspektyw. Osiem razy próbował dostać się do Polski z Białorusi. Kiedy w końcu mu się to udało, został aresztowany i odesłany przez polską straż graniczną. Ale mężczyzna nie podda się: „Do ostatniego tchu próbuję dostać się do Europy. Próbuję dostać się do Turcji, Iranu lub w inny sposób” – powiedział.

Białoruś aktywnie wysyła uchodźców do Polski, ale w środę przeniosła ludzi z zaimprowizowanego obozu dla uchodźców w Brugii do dawnego budynku magazynowego, aby zmniejszyć napięcie. Jednak wiele osób jest zdecydowanych kontynuować starania o wejście do UE.

W ostatnich dniach iracka rodzina z dwuletnim synem odniosła sukces, ale szanse tysięcy innych są nikłe. „Nie sądzę, żeby wpuścił ich do Polski. W przyszłym tygodniu temperatury mają znacznie spaść” – nie kryła sceptycyzmu dr Bowniková. Jednocześnie polskie władze ostrzegły, że kryzys migracyjny może trwać miesiącami.

Milton Harris

„Ninja z ekstremalnych podróży. Pisarz. Bezkompromisowy praktyk zombie. Fanatyk popkultury. Student”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.